O szczęście trzeba się postarać - relacja ze spotkania autorskiego z dr Ewą Woydyłło
W poniedziałkowy wieczór, 8 grudnia 2025 r., Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Grójcu miała zaszczyt gościć dr Ewę Woydyłło – znaną psycholożkę, doktor nauk humanistycznych i wybitną terapeutkę uzależnień, od lat popularyzującą wiedzę o tym, jak osiągnąć szczęście. Spotkanie poprowadziła dyrektor biblioteki, Kinga Majewska. Ze względu na ogromne zainteresowanie odbyło się wyjątkowo w Hali Sportowej Spartakus.
Darmowe wejściówki (400 miejsc) rozeszły się w zaledwie trzy godziny! Frekwencja przerosła najśmielsze oczekiwania – hala Spartakus dosłownie pękała w szwach, a liczna, życzliwa i uważna publiczność stworzyła wyjątkową atmosferę. Co więcej, pełna sala ustanowiła nowy rekord frekwencji na bibliotecznych spotkaniach autorskich, przebijając nawet tłumy zgromadzone niegdyś na spotkaniu z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim.
Szczęście jako wybór i umiejętność
Już na początku rozmowy dr Ewa Woydyłło podkreśliła swoją życiową dewizę: „Szczęścia trzeba się nauczyć. Ono samo nie przychodzi. O szczęście trzeba się postarać”. Wskazała, że szczęście nie jest kwestią przypadku czy kaprysu losu. To wynik świadomego wyboru i umiejętności, którą każdy może w sobie wypracować. Prelegentka zwróciła uwagę, że szczęście jest pojęciem subiektywnym: „Szczęście każdy sobie sam definiuje” – mówiła, przestrzegając przed narzucaniem innym własnych wyobrażeń o tym, co powinno dać im radość. Sama zdefiniowała szczęście jako poczucie dumy ze swojego życia i wewnętrzne zadowolenie. „Dla mnie szczęście to poczucie dumy z mojego życia – takie zadowolenie, które czyni to moje życie szczególne dla mnie” – wyznała dr Woydyłło. Zauważyła przy tym, że nie musi to być stan euforii czy pasmo sukcesów, lecz czasem minimalistycznie można ująć szczęście jako brak nieszczęść. „Życie nie jest pasmem nieustających sukcesów. Nieszczęścia są wpisane w nasz los: każdego prędzej czy później ząb zaboli, każdemu ktoś umrze, każdy się potknie i przewróci” – przypominała, zachęcając, by pomimo nieuchronnych trudności uczyć się dostrzegania pozytywów. „Szczęście to cieszyć się tym, co masz, zamiast martwić się tym, czego nie masz” – podsumowała, a wielu słuchaczy wyraziło głośną aprobatę.
Relacje jako źródło radości
W dalszej części spotkania dr Woydyłło zwróciła uwagę na rolę relacji międzyludzkich w budowaniu szczęścia. Powołując się na wyniki badań i własne doświadczenia, stwierdziła, że to właśnie więzi z bliskimi najmocniej determinują nasze poczucie szczęścia. „Najszczęśliwsi to ci, którzy w pierwszych punktach wymieniają: szczęśliwą rodzinę, szczęśliwych przyjaciół, szczęśliwe życie w kręgu bliskich” – zauważyła psycholożka. Podkreśliła, że z relacji czerpiemy tyle samo radości, co czasem trosk, ale bilans jest zdecydowanie na korzyść szczęścia, jeśli tylko pielęgnujemy wartościowe więzi. Receptą na dobre życie jest otoczenie się ludźmi, którym ufamy i na których pomoc możemy liczyć w trudnej chwili. Doktor Woydyłło obrazowo nazwała taką sieć wsparcia „bezpieczną siatką” i zasugerowała, że warto mieć choćby symboliczne 50 osób, do których można zadzwonić nawet o drugiej w nocy. Prelegentka zachęcała jednocześnie do zdrowego dbania o siebie i swoje potrzeby: „Dbanie o siebie to zapewnianie sobie chęci życia”. Wskazała, że tylko będąc życzliwym dla samego siebie, możemy naprawdę dzielić się dobrem z innymi. W ramach tej życzliwości wobec świata proponowała postawę „dobromyślności”, czyli wytrwałego doszukiwania się pozytywnych intencji u innych ludzi: „Cokolwiek myślisz o kimś, myśl tak długo, aż dojdziesz do dobrego zakończenia”.
Tu i teraz zamiast rozpamiętywania
Jednym z ważnych tematów, jakie wybrzmiały w trakcie rozmowy, była umiejętność odpuszczania trudnej przeszłości. Dr Woydyłło przestrzegała przed nieustannym rozdrapywaniem dawnych ran i rozpamiętywaniem życiowych krzywd, szczególnie tych z okresu dzieciństwa. Taka tendencja, choć niestety dość powszechna, została przez nią oceniona bardzo surowo: „To najgłupsza rzecz, jaką można sobie robić” – stwierdziła dosadnie, nazywając chroniczne wracanie myślami do przykrych doświadczeń samounicestwiającym nawykiem. Wyjaśniła przy tym mechanizm neurofizjologiczny takiego zjawiska: częste przywoływanie traum pogłębia utrwalone ścieżki neuronalne w mózgu, przez co negatywne wspomnienia jeszcze mocniej wżerają się w pamięć i trudniej się od nich uwolnić. Zamiast tego psycholożka zaleca skierować wzrok ku przyszłości i żyć tu i teraz. „Pan Bóg dał człowiekowi oczy z przodu, a nie z tyłu, po to, aby zajmował się tym, co będzie, a nie tym, co było” – przypomniała z uśmiechem znane powiedzenie, zachęcając do skupienia na tym, co przed nami. Dla osób mających skłonność do popadania w czarne myśli dr Woydyłło zaproponowała konkretne ćwiczenie: prowadzenie osobistego notatnika pozytywnych wspomnień. Każdemu, kto czuje, że rozpamiętywanie negatywów zatruwa mu codzienność, radziła wziąć zeszyt i sumiennie wypisać w nim najpiękniejsze, najprzyjemniejsze chwile swojego życia – nawet drobne, z pozoru błahe „małe szczęścia”. Taka kolekcja dobrych wspomnień działa jak antidotum na smutek, a sam akt pisania wzmacnia jej skuteczność: „Jeżeli napiszesz coś, to zostawia większy odcisk w twoich neuronach” – przekonywała, sugerując, że zapisane szczęście łatwiej zakotwicza się w naszej świadomości. W tym kontekście dr Woydyłło przyznała, że również w psychoterapii wyznaje zasadę koncentracji na rozwiązaniu zamiast na problemie: zamiast drążyć przyczyny niepowodzeń, lepiej szukać konkretnych sposobów ich przezwyciężenia i iść naprzód.
Miłość, rodzina i szczęśliwe życie
Nie zabrakło również rozmów o miłości i relacjach rodzinnych. Dr Ewa Woydyłło odczarowywała nieco romantyczne mity, podkreślając, że prawdziwa miłość to nie tylko uczucie, ale przede wszystkim działanie na rzecz ukochanej osoby. „Prawdziwa wielka miłość jest wtedy, gdy robię wszystko, żeby obiekt mojej miłości, dzięki mojej miłości, był najlepszym sobą, jakim chce być” – tłumaczyła, zwracając uwagę, że kochać kogoś naprawdę to pragnąć jego dobra i wspierać rozwój, a nie posiadać czy podporządkowywać sobie partnera. W ostrych słowach odniosła się do egoizmu w związku: „Egoizm to przeszkoda miłości, brzydka cecha i bardzo krzywdząca”. Rozmawiano także o wyzwaniach współczesnych związków. Zdaniem dr Woydyłło dzisiejsze partnerstwa bywają mniej trwałe z wielu powodów. Żyjemy dłużej, bardziej dbamy o swój rozwój osobisty, a tradycyjne role społeczne uległy zmianie. „Świat się zmienił. Kobiety wyszły z domu i tu pękła rodzina” – stwierdziła obrazowo, wskazując, że historyczna emancypacja kobiet całkowicie przeobraziła model rodziny. Zwróciła uwagę, że młodzi ludzie często wchodzą w związki, nie znając dobrze ani siebie, ani natury drugiego człowieka. Nic więc dziwnego, że popełniają błędy. Na szczęście świat daje dziś możliwości naprawiania tych błędów, a każde doświadczenie – nawet to zakończone rozstaniem – może nas czegoś nauczyć. W tym kontekście psycholożka przytoczyła słynne zdanie Friedricha Nietzschego: „Szczęśliwe dzieci wychowują szczęśliwi rodzice” – przypominając, że największym darem, jaki rodzic może dać dziecku, jest własne szczęście i życiowa satysfakcja. Zadbany, spełniony rodzic to bowiem najlepszy wzór i najzdrowsze środowisko wychowawcze dla młodego człowieka.
Narzekanie – nasza narodowa przypadłość
W drugiej części spotkania dr Woydyłło zdiagnozowała kulturowe uwarunkowania polskiego pesymizmu i skłonności do narzekania. Z właściwą sobie empatią, ale i stanowczo, mówiła o tym, jak głęboko zakorzenione są w nas negatywne wzorce myślenia. „W Polsce w dobrym tonie jest dostrzegać złe rzeczy” zauważyła z przekąsem, wskazując, że wiele osób buduje swoją tożsamość wokół roli ofiary. „Grzebanie się w złej przeszłości i nadawanie sobie tożsamości ofiary jest u nas raczej normą” – dodała, podkreślając brak nawyku samodzielnego, krytycznego myślenia. W efekcie często wierzymy ślepo różnym autorytetom lub ponurym narracjom, zamiast samemu weryfikować informacje i szukać pozytywów. Dr Woydyłło tłumaczyła, że nadmierna złośliwość i krytycyzm wobec innych zwykle zdradza kompleksy krytykującego. „Jeżeli ktoś jest bardzo złośliwy, krytyczny, szyderczy, to znaczy, że sam o sobie myśli, że jest do niczego i musi pokazać, że wszyscy są gorsi” – mówiła wprost, wskazując, że szczęśliwy, pewny siebie człowiek nie ma potrzeby umniejszania innym. Niestety, jak zauważyła, polskie codzienne życie bywa przesiąknięte frustracją, czego skrajnym objawem jest fakt, że wiele osób nie potrafi wytrzymać nawet we własnym gronie rodzinnym. „Ludzie emigrują nie tylko za pieniądzem, ale też za szczęściem, za jakością życia” – podkreśliła prelegentka, zauważając, że pogoń za lepszym, szczęśliwszym życiem wypycha wielu rodaków za granicę. Mimo dość gorzkiej diagnozy polskiej mentalności, dr Woydyłło pozostawiła uczestników z przesłaniem nadziei, że ten zakorzeniony pesymizm i skłonność do narzekania można przełamać poprzez edukację, pracę nad sobą i świadome podejmowanie pozytywnych wyborów na co dzień.
Siła woli i nieustanny rozwój
Doktor Ewa Woydyłło jest gorącą orędowniczką aktywnej postawy życiowej i wykorzystywania potencjału, jaki każdy z nas nosi w sobie. Przypomniała koncepcję ludzkiej transgresji, czyli zdolności do przekraczania własnych ograniczeń i dokonywania pozytywnych zmian. „Człowiek jest istotą wyposażoną w niezwykły organ: mózg” – zauważyła z entuzjazmem, przypominając o olbrzymiej plastyczności naszego umysłu i jego zdolności do rozwoju w każdym wieku. Podstawowym warunkiem tego rozwoju jest jednak otwartość. Tu pani doktor posłużyła się żartobliwą metaforą zaczerpniętą z dowcipu przedszkolaków: „Umysł człowieka jest jak spadochron – działa tylko, kiedy jest otwarty” . Kolejna, ważna myśl, jaka padła podczas spotkania brzmiała: „Szczęście wymaga sprawczości”. Psycholog przekonywała, że nie warto czekać, aż los sam przyniesie nam radość, lecz należy aktywnie współtworzyć własne szczęście poprzez decyzje i działania. „Jeżeli zacznę współdecydować o tym, jak wygląda moje życie, to mam większe szanse na spełnienie” – zachęcała do przejęcia sterów nad własnym losem. Co ciekawe, nawet codzienna praca, choć nie zawsze bywa pasją, została przedstawiona jako ważny sprzymierzeniec szczęścia. „Praca to fantastyczne źródło szczęścia, bo to sposób, za pomocą którego można to szczęście upiększać” – tłumaczyła dr Woydyłło, sugerując, że dzięki pracy zapewniamy sobie warunki do realizacji marzeń i cieszenia się życiem. Dążenie do szczęścia ma wymiar nie tylko osobisty, ale i społeczny: „Szczęśliwi ludzie nie biją, nie krzywdzą, nie oszukują, nie kłamią” – wyliczyła psycholożka, dając do zrozumienia, że praca nad własnym szczęściem to zarazem praca nad lepszym społeczeństwem, opartym na szacunku i życzliwości.
Empatia i odpowiedzi na najtrudniejsze pytania
Spotkanie z dr Ewą Woydyłło miało charakter prawdziwie interaktywny. Podczas rozmowy prowadząca zadawała pytania, ale nie zabrakło też głosów od publiczności – uczestnicy chętnie dzielili się swoimi refleksjami i pytali o rady w konkretnych życiowych sytuacjach. Pani doktor odpowiadała na każde pytanie z ogromną empatią, nierzadko schodząc ze sceny i podchodząc bliżej do osoby zadającej pytanie, by nawiązać z nią lepszy kontakt. Takie bezpośrednie podejście zrobiło na wszystkich wielkie wrażenie. Sala odpowiadała na jej gest spontanicznymi brawami, doceniając życzliwość i serdeczność prelegentki. Nie było tematów tabu – dr Woydyłło z taką samą uwagą i delikatnością mówiła o sprawach codziennych, jak i o prawdziwych dramatach. Padły pytania m.in. o to, jak poradzić sobie z ciężką chorobą, zdradą małżonka, bolesnym rozwodem czy śmiercią bliskiej osoby. W swoich odpowiedziach psycholożka wracała do uniwersalnych zasad, które omawiała wcześniej. Przypominała, że cierpienie jest wpisane w ludzkie życie, ale nawet w obliczu tragedii można – a wręcz trzeba – szukać iskierki nadziei. Radziła, by nie zamykać się w roli ofiary, korzystać ze wsparcia bliskich i specjalistów, a przede wszystkim nie tracić z oczu tych małych rzeczy, które wciąż mogą dawać nam radość każdego dnia. Jej słowa, szczere, mądre i płynące z serca, poruszyły wielu obecnych na widowni. Widać było, że dr Woydyłło mówi nie tylko jako doświadczony terapeuta, ale też jako życzliwy człowiek, który naprawdę pragnie pomóc innym odnaleźć wewnętrzną siłę.
Finał wieczoru – owacje na stojąco i kolejka po autografy
Po blisko dwugodzinnej rozmowie nadszedł czas na podziękowania i zakończenie spotkania. Publiczność nagrodziła dr Ewę Woydyłło gromkimi brawami na stojąco – owacje nie milkły przez dłuższą chwilę, wyrażając wdzięczność za niezwykłe przeżycia tego wieczoru. Choć prowadząca oficjalnie zamknęła spotkanie, to jeszcze długo potem w hali panował ożywiony ruch. Uczestnicy tłumnie ustawili się w kolejce, by zdobyć autografy i zrobić pamiątkowe zdjęcia z przesympatyczną prelegentką. Kolejka ciągnęła się ponad dwie godziny, co najlepiej świadczy o tym, jak bardzo dr Woydyłło ujęła serca grójeckiej publiczności. Organizacja tak dużego wydarzenia nie byłaby możliwa bez zaangażowania wielu osób – halę Spartakus nieodpłatnie udostępnił Dyrektor Grójeckiego Ośrodka Sportu “Mazowsze” Ireneusz Wojciechowski, nagłośnieniem zajął się DJ Sopel, spotkanie na pięknych zdjęciach uwieczniła Agata Matulka, zaś pracownicy biblioteki zadbali o przygotowanie sali oraz sprawną obsługę techniczną spotkania.
Na zakończenie głos zabrała dyrektor Kinga Majewska, podkreślając wyjątkowość tego wieczoru: – „Jesteśmy ogromnie wdzięczni pani Ewie Woydyłło za obecność, za mądrość, serdeczność i pozytywną energię, którymi się dziś z nami podzieliła. Dziękujemy Państwu za tak liczne przybycie – i już teraz zapraszamy na kolejne wydarzenia z cyklu naszych spotkań autorskich!”
Kinga Majewska


