Miejsce Intymne
Nigdy nie byłam nad morzem. Szepczę. Nigdy nie byłam! Krzyczę.
Wbiegam w rozpędzoną falę. Zderzenie światów. Zachwyt. Zachłystuję się.
Przekrzykują mnie mewy o gipsowo perłowych skrzydłach, gadatliwych dziobach.
Otwieram się jak muszla. Przepływa przeze mnie niebo. Ciężkie, syte, moje.
Napełniam się wilgotnym piaskiem. Trudno znaleźć wyjątkową muszlę.
Tego lata oszukam życie. Ukradnę nocą wolność morzu.
Czuję mrowienie przestrzeni pod skórą. Na skórze. Zanurzam się w śmierci,
by zmartwychwstać na zatłoczonej plaży, wśród radosnych pokrzykiwań dzieci.
Słodki zapach balsamów kłóci się z wonią pobliskich smażalni.
Aż do teraz zaślubiam horyzont wspomnieniem żagli. Moja podróż dobiega końca.
Wsuwam pod cienką warstwę piasku dłonie. Z tego samego jestem. Do tego samego
wrócę. Zanim jednak, w sklepiku z pamiątkami długo szukam odpowiedniej pocztówki.
Coś muszę napisać na odwrocie. Coś, czego nie mógłbyś się spodziewać. I coś, z czego
odczytałbyś jak szyfr, że nie chcę wracać. Że rosną mi tu skrzelaskrzydła,
gdy wysoka fala biegnie mi naprzeciw. Wyciąga odwieczne ramiona.
Mam serce z bursztynu. Gdy pocieram. Otwiera się przestrzeń. Nie chcę cudu przejścia.
Cud pozostania zupełnie mi wystarczy.
Jeśli
Jeśli masz czytać. Czytaj we mnie wszystko.
Po brązowe plamki od słońca. Zmarszczki.
Po wgłębienia i wypukłości. Cienie pod
oczami i diagnozy wróżące niepogodną
jesień. Jeśli masz czytać. Czytaj pełnymi
zdaniami, ciężkimi jak kiście winogron,
jak jabłka ciężarne deszczem i pestycydami.
Tylko wtedy poczuję się kochana
od stóp po czubek łysej głowy.
GODŁO „TAMARYSZEK”
Open
Otwórz mnie. Zacznij od ust. Tam schowałam słowa.
Parzą podniebienie.
Później rozewrzyj moje dłonie. Zacisnęłam w nich
świat. Przepis na babciny napar z kurdybanku.
Bolą mnie palce,
gdy dotykam maleńkich wypukłych kropeczek.
Nawet, gdy mówisz, że to konieczne, drżę.
Z ciemności wywodzę serce, jakbym ciągnęła
kamień, którym przywalono grób Chrystusa – wiem, że nawet
gdyby mi się udało – światło nie zaleje dziedzińca.
Otwórz mnie. Zmieszaj ślinę z ziemią.
Jeśli trzeba niech drzewa będą jak ruchome tarcze.
Lekarze obiecują cud. Szukam sadzawki Syloe,
ale ty ostrzegasz: Uważaj! Kałuża!
Krawędź ciemności jest ostra jak brzytwa.
Poznaję to, po słodkim smaku krwi.
GODŁO „TAMARYSZEK”
Sensitive
„Mam rany, które sól żywi każdego ranka
i majaczenie odległych istot.”
/ Kenia Leyva Hidalgo /
pożyczyłeś mi na chwilę
twoje widzenie świata
rozpieranie kamieni przez wątłą łodyżkę
lot pszczoły nad gryczanym polem
szklankę do połowy pełną ze słońcem cytryny
ubrałam też twoje buty
obtarłam pięty do krwi by przejść nie swoją ścieżkę
spróbowałam być jak james bond i dziewczynka ze szpitalnego okna
modląca się codziennie o to by mogła raz jeszcze
złapać motyla oddechu
nie pytaj czy coś jeszcze mam do powiedzenia
na czarnych kamieniach spisano wojny
ja turlam zaledwie maleńki kamyczek
z nadzieją że jeszcze potrafię płakać
zanim pojawią się napisy końcowe
Projekcje
Ciepłe jest twoje ciało jak rozgrzana w słońcu łódź.
Wilgotne jest twoje ciało jak pole łubinów, miękkie, układam
w nim swoje sny. Wszystkie.
Kołyszesz mnie jak dziecko. Masz silne ramiona i tatuaż
w kształcie pękniętego domu. Tamto powraca od czasu do czasu
Jak śmieć z prądem rzeki. Obiecałeś
że twój syn zdobędzie księżyc. Nauczysz go walczyć o swoje.
Twoje zostało uśmiercone jednym uderzeniem pięści.
Teraz delikatnie kładziesz ciężką dłoń.
wyczuwasz ruchy i twoje oczy napełniają się deszczem.
Liczysz jego wzrost w centymetrach. Wagę w dekagramach.
Krzyk sowy uderza w okno jak kamień.