„Gdy pewność ustępuje miejsca pytaniom – przedświąteczny wieczór z Krzysztofem Zanussim”
Wieczór 11 grudnia w Miejsko-Gminnej Bibliotece w Grójcu miał w sobie coś z przedświątecznego prezentu. Zbliżające się Boże Narodzenie nadawało spotkaniu z Krzysztofem Zanussim szczególny ton: refleksyjny, choć wymagający uwagi i namysłu. W słowach powitania, wypowiedzianych przez Dyrektor Biblioteki Kingę Majewską wybrzmiało, że nie sposób wymienić wszystkich filmów, realizacji teatralnych, nagród i wyróżnień naszego Gościa. A jednak, tego wieczoru rozmowa miała iść inną drogą: nie ku biografii sukcesów, lecz ku filozofii.
Profesor Zanussi dziękował publiczności za obecność, żartował i wspominał. Głównie skupiał się na przemyśleniach dotyczących doświadczania życia. Jak twierdził, dzięki perspektywie lat pozwala sobie na ogólne dywagacje o świecie i ludziach, bo wiele widział, wiele obserwował. Dlatego właśnie w życiu towarzyszy mu przekonanie, że pewność bywa niebezpieczna i pytanie gdzie przebiega granica między asertywnością, a czujnym sprawdzaniem rzeczywistości.
Zwątpienie i niepewność
Wspominał seminarium dla biznesmenów zatytułowane „Jak pozbyć się asertywności”. W biznesie bowiem porażka wpisana jest w ryzyko, a asertywność bywa złudzeniem, które właśnie oddala od sukcesu. „Żyjemy w świecie niepewnym, o kruchej kondycji istnienia. Wiedzą o tym zwierzęta, które nawet gdy śpią, pozostają czujne. Ta czujność jest warunkiem przetrwania i u człowieka dotyczy także sfery duchowej. Ci, którzy są pewni, powinni zapytać samych siebie, czy rzeczywiście wiedzą na pewno. Wątpliwości nie trzeba szukać, ale jeśli szuka się prawdy, pojawią się same.” Zauważył też, że kultura przeżyła już czas nadmiernej pewności siebie. „Dziś trwa era zwątpienia. Brak wątpliwości oznacza brak czujności. Kto jest ciekaw świata, nie może być całkowicie pewny”.
Szczęśliwy czy spełniony
Reżyser, w odniesieniu do swoich sukcesów mówił o satysfakcji: „jeśli zrobimy coś dobrze, to nawet bez uznania świata, zostaje w nas poczucie sensu. Tymczasem przypadkowa wygrana, szczęście losowe, nie daje prawdziwego spełnienia”. Rozróżniał szczęściarza – tego, któremu się poszczęściło i szczęśliwca – tego, który naprawdę jest szczęśliwy. Z ostrożnością podchodził jednak do samej definicji szczęścia i stawiał pytanie, czy potrafimy dostrzec moment, w którym los nam sprzyjał. Jego zdaniem często nie wiemy, że coś złego nas ominęło: samochód, który mógł nas potrącić, albo doniczka, która mogła spaść z balkonu.
Zapach prawdy
Co niezwykle interesujące, Zanussi przyznał, że wierzy iż prawda istnieje, ale nigdy nie mamy jej na własność. Zbliżamy się do niej, ale ona się oddala. Dlatego wiedza absolutna jest złudzeniem. Pewne rzeczy jednak czujemy intuicyjnie, wiemy, że co jest złe. Powołując się na swoje losy przywołał przykład dziecka, które w trakcie wojny kłamie, by ochronić rodzinę przed okupantem. Tu rozgrywa się ogromny dramat moralny, w którym prawda ustępuje dobru. To nie znaczy, że prawda jest względna, ale że jej przejawy bywają różne. Dobro i zło – mówił – rozpoznajemy często nosem: prawda pachnie, zło cuchnie. W tym kontekście rozważał też ludzkie zachowanie: „postępki piękne i szkaradne”. Rzucenie się na pomoc tonącemu jest czynem chwalebnym, ale kosztownym i ryzykownym. Obojętność wobec cudzego dramatu również jest postępkiem tyle że moralnie odpychającym. Empatia, podkreślał, nie jest tym samym co współczucie. Z dystansem odnosił się do perfekcjonizmu, który często bywa mylony z cnotą. Przekonanie, że można osiągnąć doskonałość, uznawał za błąd. „Człowiek jest istotą niedoskonałą i nawet na najwyższych wyżynach pozostaje kulawy w swojej naturze.”
Język, który łączy
Ważnym wątkiem była też rola języka. Zanussi mówił, że uczył się tych języków, którymi mógł porozumieć się z jak największą liczbą ludzi. Z tego powodu niechętnie patrzy na żargony, nowomowę, słowa zrozumiałe tylko dla pewnych grup wiekowych i społecznych. Dla niego język, który wyklucza, traci sens, bo ma łączyć i budować wspólnotę.
Z życia twórcy
Reżyser przyznał, że nagrody traktuje z dużym dystansem. Obecnie największą korzyść mają z nich jego koty, które bawią się metalowymi statuetkami i zrzucają je w nocy z wysokości, robiąc przy tym potężny rumor. Z rozbrajająca szczerością wyjawił, że najbardziej bolesny jest nie brak nagród, ale poczucie niedocenienia. Mimo to mówił o sobie raczej jako o „przecenionym” niż pokrzywdzonym.
Nie zabrakło też osobistych historii. Gość tłumaczył włoskie pochodzenie nazwiska, opowiadał o dalekich, bardzo bogatych kuzynach i dziecięcym marzeniu, by kiedyś im zaimponować. Na zakończenie padły słowa o małżeństwie, które publiczność potraktowała jako receptę na szczęście. Sześćdziesiąt lat wspólnego życia, określił żartobliwie jako grę - monopol, w który zainwestował zbyt wiele punktów, by z niego rezygnować.
Wieczór zakończył się podziękowaniem i wręczeniem kwiatów od Przewodniczącej Rady Miejskiej w Grójcu Doroty Niedbały, Zastępcy Burmistrza Jarosława Rupiewicza, Dyrektor Biblioteki Kingi Majewskiej i bibliotekarzy. Po pamiątkowych zdjęciach i autografach zostało wrażenie spotkania nie tyle z wybitnym reżyserem, co z uważnym obserwatorem świata, który nie przestaje wątpić, pytać i być czujnym.
Anna Skoczylas-Mikołajczyk


