Nowości

       
gr3 gr7 gr15 gr13
       
gr2 gr4 gr12 gr10

III nagroda w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2021”

III nagroda w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2021”

Poniżej przedstawiamy wiersze Pani Małgorzaty Borzeszkowskiej, która otrzymała III nagrodę w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "O Laur Jabłoni '2021".

Małgorzata Borzeszkowska; godło „zbieracz puszek”

Kolekcjonerka

 

jestem kolekcjonerką opuszczonych krajobrazów,

miejsc z pustym miejscem po człowieku,

przestrzeni niezamieszkałych

zbieram kamień po kamieniu resztki murów,

uzupełniam je gałęziami i wiatrem, gliną zmieszaną z trawą,

chmury nabijam na ostre załomy ścian

kolekcjonuję porcelanowe twarze i imiona, czasem usuwam mech,

choć nieczęsto – jest reinkarnacją kamieni,

jestem zbieraczką głosów wśród zarośli, zielonych błysków

na zaśniedziałych kołatkach do drzwi

pamięci, okien bez widoków

na przyszłość

widmowe pamiątki upycham kolanem w szufladach

na czas

po czasie

Epidiaskop na gdańskich Młyniskach

 

patrzę na ten kawałek świata przez półprzejrzystą folię epidiaskopu –

szare kształty nałożone na wysokie ściany bloków,

drzewa rzucone światem przenikającym na bezdrzewny już trawnik,

gołębnik nad strugą Strzyżą, który teraz wydaje się mniejszy

ptaki kołują nad zwałami gruzów – wymazuję szkło i metal biurowców –

światło wydobywa z niebytu stare hełmy i czaszkę,

która nam się tylko zwidziała, łuski po nabojach

na torach ustawiam dymiącą lokomotywę,

ze stoczni wracają robotnicy, ubywa sklepów,

przybywa dzieci, obrastają nimi trzepaki

jestem bogiem zielonego zakątka, zielonego trójkąta

Nowych Szkotów – półprzeźroczystą pamięcią prześwietlam czas

na Grünes Dreieck, na Reja

przy drodze do Nowego Portu,

na szczycie topoli kruk Muninn

macha rozpaczliwie

połamanymi skrzydłami

Każdy ma swoje zdanie

 

kropla po kropli

wyciekają z nas zdania

przypuszczające, że może będzie

lepiej, ale nie beznadziejnie,

oznajmiające, że dobrze już było, co wie każdy z wikipedii

i jeszcze połamane składnią, porażone i rozsiane

fałszywą twardzielą, jak choroba drzew, zdania pytające

te ostatnie są jak szyszki, które wbijają się w gołe stopy – niby wciśnięte w piasek

zwrotów grzecznościowych, a drapią suchą skorupą:

Kiedy nadejdzie koniec?

zdań przeczących nie zauważamy,

są naszą codziennością, jak rower w pokoju – uczymy się je ignorować

czy jest jakaś szansa, że gdy wypłyną z nas już wszystkie słowa

zasiądziemy w fotelach pod lampą

owinięci w pamięci, wciąż dostatecznie żywi,

by rozcierać ciszę palcami

i wysnuwać z niej nić?

Zeznanie podatkowe

 

mam na własność kwadrat piasku,

trzy krople słonej wody strząśnięte z sierści psa przybrzeżnego,

muszle w wersji mini, za to do koloru

oczu i paznokci,

sucho-mokry, wytrawiony sztormem pień drzewa

i jego widmowe cienie, w którym mewy budują gniazda

mam to i więcej:

kostium w czerwone groszki i butelkę słodzonej herbaty,

dwa jajka na twardo i chleb z serem i piaskiem w zębach,

meduzy jak półprzejrzyste anemony

wyrzucone z zielonego ogrodu przez siódmą falę,

twoje ślady na piasku, oprawione w kryształki lodu

mam to wszystko a nie wiem,

czy będę mogła przenieść mój brzeg

na drugi brzeg,

gdy już w końcu ucichną silne wiatry

nad nami

i zupełnie wygładzi się czas