Nowości

       
gr3 gr7 gr15 gr13
       
gr2 gr4 gr12 gr10

III nagroda w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2021”

III nagroda w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2021”.

Poniżej przedstawiamy wiersze Pani Wioletty Jaworskiej, która otrzymała III nagrodę w XLI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "O Laur Jabłoni '2021".

Wioletta Jaworska; godło „KRÓLICZEK”

wykluczenie

najbezpieczniej przypatrywać się florze:

szarym kikutom trwa, bezlistnym drzewom –

ogołoconym z zieleni starcom

albo faunie: sarnom wychodzącym o zmroku

na żer lub myszom – ofiarom srokosza

jest kwiecień mamo – zazwyczaj siedziałaś na podwórku

podpierając ramiona jak gałęzie po zaowocowaniu

na drzewie ławki

kolejna zimna wiosna z pandemią

a ty lubiłaś ciepło i świeże powietrze

jakbyś czuła, że kiedyś zabraknie oddechu

nie ma już ogrodu – trawa wchłonęła tulipany i begonie

krzewy róż znikły od braku ręki

a dom nie pachnie ciastem ani obiadem

tylko ojciec nadal siedzi pod oknem po drugiej stronie stołu

dobrze, że przyjechałaś – mówi

trochę szybciej czas mi zleci

 

wymieniamy krótkie zdania

jakby już nie mogło być opowieści

prześlizguję wzrokiem jak pędzlem po ścianach

rejestruję wszystkie ubytki i ślady – kosmetyki

położone na ladzie szafki grzebień z resztkami

kodów DNA

w korytarzu nad stacjonarnym wisi wasza ślubna fotografia

jakby czekał na telefon albo sam chciał dzwonić

nie pytam – od twojej śmierci rozmowa nam się nie klei

wjadę w którąś niedzielę – rzucam, a on podnosi przymglony wzrok

i odpowiada – tylko pamiętaj, że wtedy nie jestem sam

(mogłabym przysiąc, że widziałam błysk w oku)

choć każde zdjęło ochronną szmatkę z twarzy – jest tak

jakby pod skórą narosły dziesiątki masek

reminiscencje

urodziłam się przypadkiem – nieplanowo

tuż po drugim bracie

(podobno) najbardziej ucieszyła się matka

podłączono mi tlen i zmuszono do oddychania

choć później nie było wcale łatwiej – najmłodsza

bez głosu najlepsza do dokuczania

pamiętam drugą wieś i pobliski staw

w którym ojciec zimą wykuwał przerębel

żeby ryby nie zdechły – mawiał

a my mieliśmy uważać – niestety

wpadłam po samą szyję

gdyby nie dłonie najstarszego z rodzeństwa

pozostałby mokry (czerwony) kożuszek

i krucha niepamięć

do trzeciej wsi przeprowadziliśmy się latem

żeby wszędzie było bliżej (kościół przedszkole

nawet przychodnia, a zwłaszcza przystanek)

nie trzeba było jeździć rowerem

długo mówiłam byłem zrobiłem

jakby w domu było trzech chłopców

żadnych dziewczynek – od początku

chciałam wzbudzać męski autorytet

atrybut ojcowskiej akceptacji

wszystko daremnie – dobre stopnie

liceum nauka i praca – nie da się zasłużyć

gdy nie ma miłości bezwarunkowej

pandemicznie

dżdżysty listopadowy przepływ

liści w kolorach żółci czerwieni

i brązu – miesza (się) w głowie

pod psimi łapami – niczym śnieg

rozbryzguje na boki – wchłaniam

nozdrzami czerstwość kory drzewnej

i zgniłość ściółki leśnej – przenika

czas przez trzewia porośnięte mchem –

nie odróżniam perydermy od skóry –

chropowacieją po równi

głodne wilgoci zawieszonej rosą

w sieci pajęczej – czujesz?

jestem lasem – mnożą się we mnie drzewa

wypełzają otworami liście – kanały

płucne – pęcznieję

od nadmiaru zdrowego powietrza

mimo pandemii

chce się żyć