Nowości

       
1a 2a 3a 4a
       
5a 6a 7a 8a

III nagroda w XL Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “O Laur Jabłoni ‘2020”

Poniżej przedstawiamy wiersze Pani Ireny Wandy Niedziałko, która otrzymała III nagrodę w XL Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "O Laur Jabłoni '2020"

 

Irena Wanda Niedzielko – godło „START”

 

 

Płonie Biebrzański Park Narodowy

 

bobry wydry gronostaje

opuście woje żeremia i tamy

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

zostawcie nory lisy jenoty łasice

wilki tchórze kuny borsuki

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

młode łosie sarny jelenie

schowane w brzozowych olsach

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

czajki bekasy kuliki z kęp turzyc

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

ropuchy rzekotki zaskrońce

padalce żmije porzućcie trawy

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

ważki roje barwnych motyli

modraszki błyszczki wstęgówki

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

bagnice rosiczki wełnianki

z nadbiebrzańskich torfowisk

okrężnice trzciny i jaskry

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

jesiony dęby sosny świerki

bluszcze przylaszczki konwalie

wyjdźcie nam na spotkanie

            zginęły w pożarze

hańba przyrodobójcom!

In memoriam

                        (Pamięci dr-a Eckerta)

 

Das bin ich als klein Bub*

odpowiedział pan na moje pytanie

o chłopca z portretu

i rozczulił się pan na wspomnienie

samego siebie sprzed osiemdziesięciu pięciu lat

jak zresztą na każdy cień wspomnienia

bliskich osób miejsc zdarzeń

pamiętam też ten pana ośli upór

aby siedzieć na hallu na sofie

kiedy należało iść spać

i łzy wylane po popołudniowej drzemce

bo przed chwilą umarli tatuś i mamusia

czas spłatał figla

i cofnął się właśnie o dwa pokolenia

a później było już tylko milczenie

i porozumiewanie się z otoczeniem smutkiem

który na stałe osiadł w wielkich oczach

wózek pampersy kroplówki szpitale

życie z Alzheimerem za pan . . . wróg

wymknął mu się pan w ostatniej chwili

gdy szczęki zacisnęły się aby nie przyjąć posiłku

i jutro oznaczało już tylko śmierć głodową

pewnego pięknego październikowego dzisiaj

umarliśmy

pan dla tego świata

ja dla tego miasta

*To ja jako mały chłopiec

Obojętność

                        Nowe przykazanie daję wam,

                        abyście się wzajemnie miłowali

                                                                       J 13, 34

 

Auschwiz nie spadło z nieba

nigdy nie znaleziono tu kawałka złamanej aureoli

albo choćby kilku piór ze skrzydeł anioła

Auschwiz narodził się w piekle

ludzkiego umysłu

tuptał dreptał małymi kroczkami

tysięcy nóg nóżek obutych różnie

dla niepoznaki że w środku kopyta

udeptywał dla siebie grunt zbliżał się osaczał

łamiąc wszystkie przykazania

jego świadkowie złamali tylko jedno

nie bądź obojętny

i stało się to co stało się tutaj

za bramą z napisem Arbeit macht frei

wykutą ze stali

z wielkodusznie ofiarowanych na ten cel

wideł

Trzy Anioły

Złoty

Anioł Żniw przybywał co roku z południa

całe lato widzieliśmy go z okien

chodził w złotej szacie przewiązanej powrósłem

miał skrzydła z dojrzałych kłosów pszenicy

a na głowie wianek z maków polnych

brodził w zbożu albo przemykały boso po ścierniskach

zawsze nosił dzbanek z czarną kawą

Zielony

Anioł Dróg Polnych i Ścieżek

można go było spotkać od wiosny do jesieni wszędzie

ale najchętniej przebywał na północ od domu

tanecznym krokiem przemierzał pola ścieżki i dróżki

a zielone włosy i trawiaste skrzydła falowały na wietrze

tylko czasem przysiadał na chwilę na między

aby posłuchać kościelnych dzwonów

Przezroczysty

Anioł Rzeki mieszkał na wschodzie nad Dunajcem

najbardziej dziki jedyny z trzech którego się bałam

i który zawsze najbardziej mnie fascynował

miał wiecznie mokre włosy i wodnistozielone oczy

i był prawie całkiem przezroczysty

nigdy nie przekraczał granicy wału i żeby go zobaczyć

trzeba było się zapuścić w nadrzeczne zarośla i krzaki

najczęściej widziałam go z tyłu z nieruchomymi skrzydłami

wyplecionymi z szarej wikliny zbyt ciężkimi do lotu

siedząc na brzegu wpatrywał się w nurt rzeki

trzy Anioły czuwały nad moim dzieciństwem

to po nich do dziś rozpoznaję

która Ziemia jest moja

Do Śmierci. . .

proszę Śmierci tak się nie robi

że ledwie człowiek pół wieku przekroczy

a zaraz się go wirusem straszy

i uporczywie zagląda mu w oczy

nie wiem czemu Ci tak zależy

by człek czym prędzej na wieki zasnął

tak się nie robi zwłaszcza ludziom

co mają rodziny przyjaciółki i pasuje

przecież chciałoby się jeszcze w Tatrach

tras parę przejść strzelić fotki

a na wieczorach panieńskich poruszyć

masę spraw nie cierpiących zwłoki

Śmierć sobie chyba nie zdaje sprawy

jak życie wtedy jeszcze cieszy

jak się cholernie jest ciekawym

kolejnych wnuków następnych wierszy