Nowości

       
1a 2a 3a 4a
       
5a 6a 7a 8a

I nagroda w XL Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim “O Laur Jabłoni ‘2020”

 

Poniżej przedstawiamy wiersze Pani Anny Pilaszewskiej, która otrzymała I nagrodę w XL Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim "O Laur Jabłoni '2020"

 

Anna Piliszewska - godło “STOŁP”

        wycinanki wołyńskie. matuleńka

 

zbyt wiele się ostatnio milczało o tamtych

zgliszczach, gry wicher przywiewał swąd,

zbyt milczało o martwych podnosząc stakany

w karczmach. a wiosna przyfrunęła razem

z pierwszą jaskółką - i pod strzechami chyłkiem

 

zaroiły się gniazda, i sfory psów ścigały się

z radosnym jazgotem, i kobiety wdziewały

coraz cieńsze koszule gdy bielą zakwitły drzewa,

więc po cóż było uwierzyć?

 

tak to już jest, że ludzie milczą, jeżeli bronią

przestrzeni, która jest światłem - a czymże innym

jest świat, jak nie ciasną zagrodą z murszejącą

wygódką, a czymże, jak nie ogrodem, jak nie szopą

i studnią? to dlatego tak szczelnie

 

sznurowało się usta, odpychając cierpliwie

drżącą przestrzeń domysłów, przecież nie umie drasnąć

to, co jest nieziszczone – nawet gdy widać

dymy: jak się niosą i niosą - i stają brunatną mgłą. łatwiej.

 

o wiele łatwiej siać i plewić, nie myśląc, łatwiej

nakarmić drób, łatwiej siąść i oddychać, patrząc z dumą na jasne

piersi dorodnych cór: śnić na jawie dostatek, jaki ześle im

przyszłość - o tak, one na pewno

 

doświadczą lepszego losu. Uśmiecha się, kiedy widzi

jak zbiegają za bróg, skradają się nad jezioro.

w wyobraźni przelicza ich chudziutkie posagi: kożuchy

i prześcieradła, wyklepuje i wietrzy dla nich ciężkie

pierzyny – nie, nie ona odgadnie,

 

nie, nie ona usłyszy

jeźdźców apokalipsy. jej oczy o barwie lnu

zerkają w sad - krępe drzewa obiecują obrodzić. rozlewa się

rześki chłód, ukośnie padają cienie – czuje spokój

i słodycz, po cóż miałaby wietrzyć

w rude łuny nad wioską, w gorzki posmak popiołu?

 

         wycinanki wołyńskie. urwis

 

zakrada się - w kępie trawy naruszy

szerszenie gniazdo, chociaż strach tam podchodzić.

 

bo krzyczą: załóż się, załóż! -

wetknie patyk w głąb ziemi – za składany scyzoryk

 

urosła dziecinna chciwość - a pole maku kołysze

i rozżarza pragnienie, grzechocząc jak mak.

 

uwolnij rój - kiedy chmara, hucząc, ruszy z brzęczeniem,

będzie walić mu serce.

 

pobiegnie, ile sił w stopach przez łąkę, przeskoczy

rowy, murek, szklące kałuże - nim się skryje do szopy.

 

przeczeka!!! a potem w izbie będzie składał, rozkładał

trofeum: żelazny kozik. szczęśliwy i nieświadomy

 

obejrzyj spuchnięty kciuk – po wydłubaniu igłą

żądła, które dość płytko mu utkwiło pod skórą, punktowa,

 

niegroźna rana

zajątrzy się...

       

                 wycinanki wołyńskie. kruk

 

nim usiądzie w gałęziach, długo krąży nad domem -

trudno jest trafić kruka: utrącić kamykiem z procy.

 

zadomowił się niemal, odkąd miejscowy pijak

nagi wszedł do strumienia – i się nocą

 

utopił - porwał go rwący nurt, tak jak porywa słomę

młynkującą na fali. nasyciwszy się, woda musowała

 

z bulgotem. a potem zjawił się kruk,

wieszcząc zło - niewiadome, odległe, lecz wyczuwalne

 

w drżeniach tkanki powietrza. i czarne, błyszczące

skrzydło zaczęło zagarniać przestrzeń - strach

 

wysączył się znikąd, z bezszelestności piór. omijany

przez koty, kruk wymościł swe leże

 

w zegara dzwoniącym pniu – ale jeszcze nikt nie zgadł,

jaka bije godzina.

 

         wycinanki wołyńskie. oberwanie chmury

 

było duszno – w krążeniu

tnących much pociemniało i zmarszczyło się niebo. zachlustało

jak z cebra

 

i oszalałe konie zbiegły z łąki do domostw. grom! siarczyste

przekleństwo. ozimina zsiekana

harapem dudniących strug.

 

woda z sykiem

pomknęła, żeby chciwie pożerać. mlaskającym językiem macała

gnuśne podwórka, chlewy, dachy kurników. oblizywała

 

deski, słomę, śliskie kamienie, pięty

mężczyzn biegnących do otwartej gospody, gdzie rozwiązuje

język ciepła wódka na kreskę -

 

trzeba było pomstować: gniew oczyścił jak ług

myśli z brudu i błota: można było rachować straty, opłakać

podmyte brogi, wbite w ziemię rośliny. wreszcie, chwiejnie

 

się tocząc, ściągnąć czapkę nabożnie - pozdrowić przydrożnych

świętych, próchniejących w milczeniu – oni pierwsi

już wiedzą - ale nie opowiedzą

 

widzeń,

w których stękają upiorne, zwęglone krzyże.