Laur Jabłoni 2019 - słowo od Pani Agnieszki Syski

Gdy poproszono mnie o słowo o wierszach Konkursowych, zdecydowałam się nie dzielić ich autorów wg nagród, czy wyróżnień jakie zostały albo nie zostały im przyznane przez Nasze Jury składające się tak z poetów Stowarzyszenia Pisarzy Polskich jak Związku Literatów Polskich Oddziału Warszawskiego. Zasiedliśmy nad wierszami Państwa jako autorzy, którzy ze słowem poetyckim połączyli się w życiu.

 

   Zwróciłam uwagę na poematy Renaty Malinowskiej z Chocianowa, którą gorąco zachęcam do nieustawania w pracy poetyckiej. Bo są wiersze, które nagradza się w konkursach i wiersze, które są potrzebne. Do tej drugiej kategorii, jakby się wydawało bez kategorii, należą poematy <pierwszy> Wszystko ma swój czas i ten trzeci zestawu Szarej renety zatytułowany Sześćdziesiąt lat temu jabłka pachniały tak samo...

   Jest tu widoczna próba wzięcia z przypowieści ziarna i oglądania tego ziarna. Trzeba się więc Pani przyglądać temu ziarnu nawet jednemu i <temu> samemu sięgając po księgi mądrościowe, jak Księga Koheleta, czy Pieśń nad Pieśniami i Ewangelie Synoptyczne. To cały czas to samo ziarno rzucone w ziemię, między ciernie, zduszone, wzrastające.

   Idzie Pani z ziarnem albo już z jabłecznikiem pod głową, więc proszę iść i nie zatrzymywać się. Chora z miłości to ta, która już zbiera z sadów pokój i codzienny spokój. To, co zostało „pobielone” słońcem przeszło bowiem grób i dom (bielony). Proszę szukać swojego poetyckiego miejsca wśród twórców szukających słowa u jego źródła.

 

   Szczególnie zapadły w pamięć wiersze z nutą profetyczną, mianowicie wiersze Pani Renaty Skury z Jackowa Górnego. Tematyka wydaje się narastać już w każdym kolejnym tytule wiersza, zaczynając od Obrazu i podobieństwa poprzez Nadzieję, aż po Nowy wymiar. Należy na tym etapie poezjowania raczej składać tomik z niejednoznaczności światów duchowych, niż słać wiersze na konkurs. Bo wysyłać wiersze na konkurs to jakby pytać jury o etap, na który Pani weszła w poezji. Owszem, dobrze jest pytać, ale jeszcze lepiej znaleźć dwa światy równoległe jako źródło. Jednym z nich jest poeta – przewodnik i choćby jeden wiersz jako źródło wszystkich wierszy. I jedna księga natchniona. Dalej, jeden autorytet, który zwłaszcza na początku tj. przy składaniu tomu pozwoli wyznaczyć kierunek i znaleźć dalsze inspiracje, bo pierwszy tomik to dopiero początek. Tym, co te wiersze wyróżnia jest konsekwentna praca sumienia. Objawieniem w tych utworach jest prawda; prawda chce być ciągłym jej odsłanianiem. W tym sensie te wiersze dają się znaleźć; pomagają odnaleźć drogę zagubionych w świecie, chociaż szukającym poezji. Prawda w tych utworach stoi na początku i na końcu.

 

   Szczególnie odkrywcze jako utwory poetyckie, ale także profetyczne, bo poezja powinna nieść spełnienie proroctwa w każdym, kto ją czyta, są wiersze Grzegorza Baczewskiego z Warszawy. Wydaje się, że wewnętrznym przekonaniem, jakie towarzyszy autorowi jest wiersz jako cud. Stąd też echo Walta Whitmana Co do mnie, nie wiem i niczym innym jak tylko o cudach. Nowa interpretacja jednej z ksiąg natchnionych apostoła Jana niesie tchnienie światła. Ale innymi prawami rządzi się jeden wiersz jako cud i innymi wiersze w książce poetyckiej. Bo jeżeli jeden wiersz jest cudem, to czy można zostawić czytelnika tylko z jednym utworem? Jeden utwór to zbyt mało, bo jeden wiersz nie ma znaczenia tak doniosłego jak wszystkie książki, które napisał autor tego wiersza. W wierszach jednak, w których jest tchnienie wieczności, zazwyczaj jest duch jako znak inny wielki i godzien podziwu (por.: Ap 15: 1). Trzeba szukać innych wierszy wokół tego jednego wiersza, które zorganizują książkę poetycką; trzeba wreszcie znaleźć ten wiersz i nazwać go przed samym sobą, całkiem prywatnie centrum książki wokół którego powstanie koło doskonałości. Znaczy to mnie więcej tyle, że pozostałe wiersze tomu powinny biec po wewnętrznych tj. wewnątrz tomu, kręgach, aż całkowicie wypełnią koło. Tak powstanie doskonała puenta.

 

To jakby inny Vasko Popa, poeta serbski po złożeniu pocałunku przez Boga Istniejącego (Tylko na wargach ciągle płonie ognisty ślad po pocałunku). Cieszę się, że znalazłam u Pana tj. w Pańskiej poezji echo, jedno z tych Bożych ech Popinych. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny Boga, który złoży pocałunek na swoich (waszych) wargach (por.: Mt 25: 13).

   Beata Mieczkowska-Miśtak odważyła się stanąć przed pytaniem metafizycznym.Gdy czytałam jej wiersze, odniosłam wrażenie, że to jedno pytanie, nie pytania... Jej wiersz, nazwę go jednym, nazwałabym wierszem zawieszonym między etyką, a metafizyką. Pyta siebie zapytując nas o nasze ślady.

 

Te mini traktaty metafizyczne przełamuje nagle chęcią wyłamania zębów zegara w szczelinie czasu, że odwrócę jej wersety... - Gdy nie ma szumu, zostaje wiersz z górskiego strumienia Jana Pawła II. Ślad to postawienie stóp przed Tryptykiem Rzymskim, zdjęcie sandałów przed Prawdą.

 

Kto z nas dzisiaj jeszcze o tym myśli, żeby jak Pani Beata, dać świadectwo w wierszu? Aby zacząć swój traktat od chwili, która zaświadczy na korzyć jej wiersza.

 

   Bardzo nostalgiczne są utwory Anny Sawickiej z Bielsko-Białej. I ciesze się, że wyszły w Polskę „studzienna woda” i „garnek na piecu”. I czy to Matka Boska ze Studzienicznej (Matka Boska Studzieniczańska), czy po prostu woda ze studni wyszła, wiersze Sawickiej mogą istnieć obok malarstwa, czy fotografii artystycznej. Mogą stanąć przy obrazach na wernisażu wsi polskiej i pomnika wody, która tryska ze skały. Odświętna jest poetka, gdy jej nogi są odświętne jak poezja Jana Kochanowskiego, gdy siedzą pod obrazem domu. Rzadko, coraz rzadziej pisze się o mieszkaniu w poezji. Nieczęsto też poeci mieszkają w obrazach, o których piszą. Tymczasem domy poetyckie trzeba wietrzyć i to robi właśnie autorka z godłem Skała.

 

   Wiersze opatrzone godłem Pliszka to ciekawy przykład współistnienia poezji i prozy poetyckiej. Takie współświaty mieszczą się tak w Pliszce jak w Cieniach jak i w historii Grójecczyzny. Niezwykle trudno jest pisać „na zadaną ziemię”, choćby to była Ziemia Grójecka... Trudność polega m.in. na tym, że pisać nie znaczy jeszcze mieć wiersz w ręku. Z Ziemi jest bowiem niezwykle ciężko, przez tę jej ciężarność, stworzyć wiersz brzemię lekkie jabłoni brzemiennej w stare domy, z której ręce zerwą jabłka dojrzałe wierszy.Tę jednak twórczość chwalę ze wzg. na rzutkość i rozrzutność tej liryki. Dobrze jest gdy autor jak ta Pliszka podejmuje tematy poetyckie jako przygotowany tj. wyposażony w niezbędna wiedzę, a jednocześnie umie żyć opowieścią. Różne nurty drążą tego autora i łączą się z nurtami obecnych i już nieobecnych. Grójeckie witraże to nie tylko pieśń chwały krwi, ale także Stary dom, czy Ślady kirkutu. O ziemio! Nie zakrywaj mej krwi, nieś ten witraż poezji, chciałoby się zatoczyć krąg tej oryginalnej myśli poetyckiej, która umie czerpać tak z rzeczywistości, jak z historii, w którą wplotła się opowieść jak ta Teściu Na wysokim kołnierzyku mucha u niego czarna i Andźka obok w lisiej etoli na grudzi bieluśkiej jak u łabędzicy znad samej Prypeci. Ten obraz wciąż mi śpiewa.

 

 

Przedkładam tę oryginalną prozę poetycką nad poezję w tym słowie, bo „w nim wyższa jest proza”.

 

   Aleksander Monserat z Litwy zabłysnął w tym, co wziął od Ludzkich cieni, to jest Paryski „love”. Jego świat poetycki owiała tajemnica szarego płaszcza. Płaszcz ten, czy jego szary płaszcz jest jak symbol, przez który przebija tj. przemawia poetyka koloru i pejzaży cienistych ludzi świtu i wieczoru.

 

W tych niewielkich utworach stanowiących zamknięty cykl nie ma wiersza przypadkowego, jest triada i paradoks życia przełożonego na język poezji w bardzo czytelny i zdradzający umiejętność wnikliwego spojrzenia sposób. Emocje w tych utworach są bardzo silne, chociaż wydają się wyciszone przez kolor... Poeta wprowadza nawet więcej, niż kolor, bo kolory, czyli obrazy, które czynią nastrój i porę cienia i życia.

 

Życie wychodzące jak z Napoju cienistego jest zaskoczeniem dla czytelnika i odwróceniem napoju w błogosławieństwo. Gdzie czytelnik spodziewa się zamknięcia, puenta go zaskakuje, co decyduje o tym, że głos tej poezji jest zauważalny, czyli na przekór temu, co poeta napisał, modlitwa Ludzkich cieni jest <modlitwą> głosową i głośną. Oryginalność tych wierszy polega na pewnym zabiegu poetyckim, który polega na tym, że postać wiersza trzeciego, wraca jakby do wiersza pierwszego... Czyli ta pojedynczość, która mówi w wierszu Paryski „love” przechodzi w podwójność, jako że nie-cienie są podwójne, ale przechodzi w nią powracając do wiersza pierwszego. Zapis tej myśli pozwala na czytanie zarówno od początku i „od końca”. Gdy czytelnik tej poezji znajduje się dokładnie w środku, czyli jest „przy wierszu drugim”, rozgląda się w poetyce próbując w utworze pierwszym znaleźć puentę ostatniego... Wiersze te tworzą klimat, w którym czytelnik może czuć się zawsze na początku jakiejś swojej drogi.

 

   Ażeby być poetą, trzeba poezją żyć. Poezja i ten, który ją tworzy muszą być jedno. Być poezją to być połączonym z samym sobą i ze światem duchowym.Tylko z takiego połączenia mogą zrodzić się uczniowie jak synowie i córki poezji. Gdy znalazłeś wiersz dla siebie i idziesz za nim jak za drogowskazem, badaj jednak co on niesie, bo jaki duch Cię uniesie w tym wierszu, taki będzie szedł przez Twoje wiersze... Bo poetą można być tylko z natchnienia.

 

Agnieszka Syska Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddziału Warszawskiego