II nagroda w XXXIX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2019”

Dziś zamieszczamy wiersze zdobywcy  II nagrody w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim
„O Laur Jabłoni ‘2019. Pan Rafał Baron z Gdańska  użył pseudonimu „Melatonina”.

 

MELATONINA

 

Wrzesień

1.

Piątkowe popołudnie. Oglądam stare zdjęcia babci, która zmarła
parę godzin przed moimi narodzinami. Ściana między nami
była cienka jak papirus. Zbliżaliśmy już do siebie nasze dłonie
szykując się, by przekazać sobie wiadomości – ona swoją, nabrzmiałą,
o kolorze dojrzałych węgierek, pełna pieśni, które miałem
zaśpiewać gdy przyjdzie czas; ja swoją – przeźroczystą,
którą ona mogłaby wypełnić wielokrotnie wypróbowanymi
zaklęciami. Wrzesień miał był pełen. Wrzesień miał był obfity.

2.

Dziś znów śniłem, że na jednym z twoich zdjęć jest przejście
do nieba, wąski komin w skale, gdzie Jakub ustawił drabinę
dla siebie i aniołów. Czasem wpatruję się w to miejsce.

Być może po tamtej stronie czasu robisz to samo,
być może oglądamy ten sam film puszczamy
wciąż do tyłu:

Zdjęcie. Ty. Ubrania w płaszczyk z norek, spódnicę
tuż za kolana i białe kozaczki, o które zabijałyby się
dzisiejsze galerianki. Papier fotograficzny odbija światło.

Pochłania cię światłoczuła warstwa i ciemnia,
w której znikają kształty. Ręka tamtego fotografa
zanurza papier w wywoływaczu. Przedtem opuszcza przesłonę,

wcześniej cię ustawia, przez chwilę dotyka.
Wtedy staję się tą ręką. Staję się nim – człowiekiem
bez twarzy, bez znanej mi historii. Zamykam oczy.

Wrzesień jest pełen dotyku, którego nigdy nie było.

MELATONINA

 

Wyspa

Jest coraz dalej, dzieli nas coraz więcej
pięter niczym rzędy grodzi tamujące wszystko,
co mogłoby się między nami zdarzyć. Poza tym bronimy się przed tym
każde w inny sposób – mnie pochłania żywioł
wtłaczający w szczelinę między biurkiem a ścianą
upstrzoną wykresami przychodów, zysków i prognoz,
w szklaną celę biura. Ona ukrywa się inaczej,
na wyspie – w szaroczarnym atolu oka
kamery monitoringu wycofuje się w głąb
jak znikający sygnał pomiędzy ścianami budynku. Nie ma jej.

i jest – z drugiej ręki, pod moją powieką powidok burzy
kruczoczarnych włosów, biała koszula z plakietką. Pracownica ochrony
burowca. Taką ją zapamiętam, bo przecież nie jej wilgotne
sekrety, tabunów kochanków, uwierający w ramię biustonosz.

Dzieli nas już
osiem pięter, choć jestem blisko niej, na monitorze w jej dyżurce.
Ma mnie przed oczami, wie o mnie z drugiej ręki, z tańca pikseli,
z nazwiska i peselu na przepustce.

Wysiadam z windy mając nieodparte wrażenie, że Hemingway kłamał
wspominając o samotnych wyspach. Chciał pokrzepić serca,
ale i tak znał prawdę. Z pierwszej ręki.

 

MELATONINA

Diagnoza


Środa wieczór. Wycinek czasu.
Miasto portowe. Wycinek przestrzeni
jak biopsja. Z góry, ósmego piętra Świętojańska
jest papierosem rzuconym w ciemność.
Opada w dół linią prostą jakby wszystko pękło
i spływało ku burzowej studzience.

Gdzieniegdzie żarzące przerzuty
na boczne uliczki i podwórka,
do autobusów rozbrzmiewających kaszlem.
Kadry jak zdjęcia rentgena – a każde z nich
to okaz choroby – niepamięci
i rozproszenia.

Kominy przyszpitalnej kotłowni,
świecą w nocy jakby chciałby ostrzec
śmierć, że tu jest strefa zaciekle broniona,
bo wierzy się, że nieszczęścia
przychodzą z zewnątrz.

A może to my jesteśmy chorobą? Dolegliwością,
której czarne płuca świata chcą się pozbyć
za wszelką cenę?

 

MELATONINA

Górka. Pierwsza opowieść o rozstaniu

Oto tych dwoje – para nastolatków, ukrytych za chaszczami
i zasłoną z liści, w punkcie obserwacyjnym życia – na wydmowej górce
opodal promenady do morza.

W kapsule ratunkowej na samym środku wdzierającego się powoli
świata.

W bańce wypełnionej tlenem tuż pod powierzchnią
lodu – gdy wszystko inne – łyse kikuty krzaków na zboczu,
strzępy podartych gazet i kilka pustych butelek -
- zamarza.

W pustce pod sinymi z zimna chmurami.

Pusto, lecz z drugiej strony pustki, pod zamkniętą powieką -
- lato tętni gwarem, przetacza tłumy, roznosi zapach
olejków do opalania – podróż krótka jak mrugnięcie
do tamtych nas, nieobarczonych pamięcią, lekkich jak puch
i pył. Oni i reszta świata – nieistotna jak szybko znikający siniak,
zbędny balast unoszony przez przybrzeżny prąd,
sezonowe wahania pór roku, przypływy i odpływy
przyjaciół.

Oni – zapach malin, którymi pachniały jej wargi i smakował
jej język. I dotyk jego dłoni, jeszcze niepewny.

A potem zeszli na ląd i zaczęli tonąć osobno w zdradliwych wirach
czasu. Inne zwodziły ich przymrużone oczy i pełne usta,
inne wnętrza i układy mebli w sypialni, inne
widoki z innych pociągów

Które w końcu wróciły do tego samego punktu.

Jest grudzień ósma wieczorem. Znów stoimy razem w gęstej ciszy
na wydmowej górce. Znów mamy piętnaście lat i wspólną podróż do odbycia
w kapsule ratunkowej. Podróż przez sam środek głębi. Podróż długą
jak reszta życia.

 

MELATONINA

Ich ostatni raz. Druga opowieść o rozstaniu

Dziewczynka i chłopiec, siedem lat każde.
Ich ostatnie spotkanie było w ulubionym miejscu,
grali ulubioną grę, choć wtedy nie wiedzieli,
że jest ostatnia. Grali w nią w radosnym zapamiętaniu,
jakby nazajutrz świat miał się skończyć.
A potem już ich nie było, były inne miasta, ludzie
i gry.

Tylko dzieci wiedzą, że najlepiej jest robić wszystko
jak ostatnią czynność w życiu.
Jakby rozpędzone coś, czego właśnie dotykamy
za chwilę miało zniknąć za rogiem
bezpowrotnie
zostawiając na ręku wrażenie dotyku,
które niknie pod innym, następnym.

Wtedy robimy to w wersji pełnej, bez skrótów,
bez braków. Wtedy robimy to naprawdę,
które oznacza – przez chwilę, bo nigdy nie ma
tej samej rzeki i jest w tym jakieś okrucieństwo -
mała śmierć, która zmienia nas na zawsze. Po niej

przychodzi nowy dotyk. Przychodzi teraz,
które jest zawsze. Nasycajmy się, oto nasz czas,
który jest teraz. Który jest ostatni.