Spotkanie z Anną Ficner-Ogonowską w Bibliotece Publicznej w Grójcu

anna ficner ogonowska z dyrektor bibliotekiWyobraźnia była zawsze moją mocną stroną.

10 maja 2019 r. na zaproszenie Dyrektor Kingi Majewskiej do Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Grójcu przybyła etatowa pisarka, autorka bestsellerowej trylogii o losach Hani i Mikołaja z sagi o szczęściu – Anna Ficner-Ogonowska. Żona, mama dwójki dzieci. Pochodzi z ziemi lubuskiej, studiowała we Wrocławiu, od 21 lat mieszka w Warszawie. Spotkanie, w kameralnym gronie, poprowadził dziennikarz Tomasz Kosiorek.

 

 

- Wszystko to, co jest w moich książkach, działo się naprawdę – wyznaje na początku rozmowy pisarka – niekoniecznie w moim życiu, ale znajomych czy czytelniczek, które pisząc do mnie, przywołują swoje historie.

Debiutowała w 2012 roku książką „Alibi na szczęście”, jak twierdzi – to najbardziej prywatna książka napisana z potrzeby serca, o sobie i dla siebie, pisana do szuflady, a z inicjatywy męża, który nie informując jej wysłał do Wydawnictwa Znak 30 pierwszych stron maszynopisu, ujrzała światło dzienne. Powieść tę czytelnicy przyjęli z entuzjazmem, kolejne dzieje bohaterów ukazały się w tomach: „Krok do szczęścia” i „Zgoda na szczęście”, oraz w etiudzie o Bożym Narodzeniu „Szczęście w cichą noc”, co ciekawe, pisaną nad morzem, na plaży w Darłówku. – Córka kładła mi obok leżaka telefon z kolędami bożonarodzeniowymi, które miały tworzyć świąteczny klimat podczas pisania – uśmiecha się autorka.

– Wyobraźnia była zawsze moją mocną stroną – powiada. Piszę książki dla takich kobiet jak ja, dlatego to mnie musi się podobać, bo takich kobiet jak ja są miliony – dodaje – a półek dla pisarzy wystarczy, każdy znajdzie swojego czytelnika. Stara się żeby w jej powieściach nie było tzw. kalkowania sytuacji, wydarzeń, bohaterów i problemów.

Żeby pisać, musi mieć w domu porządek. Nie ukrywa, że jest pedantką, ale taką, która nie męczy domowników, bowiem sprząta sama. Tuż przed pisaniem włącza budzik, bo traci poczucie czasu. Pisze z przyjemnością, jak twierdzi, ale bywają takie momenty, że potrzebuje tzw. resetu. – Bardzo przeżywam to, co wydarza się moim bohaterom – mówi autorka.

- Jestem nietypowa, bo piszę ręcznie, w zeszytach – wyznaje Ogonowska – dopiero jak skończę powieść to przepisuję na laptopie. Nie ukrywa, że jest to zajęcie pracochłonne i czasochłonne. Po przepisaniu i redakcji wysyła tekst do wydawnictwa.

Anna Ficner-Ogonowska przez 18 lat pracowała w szkole ponadgimnazjalnej, ucząc młodzież przedsiębiorczości oraz prowadzenia działalności gospodarczej w branży informatycznej. Przez kilka lata starała się godzić pracę zawodową z pisaniem. – Zwykle, gdy nauczyciele po zakończeniu roku szkolnego udawali się na zasłużony wypoczynek – opowiada rozmówczyni – ja zabierałam się za pisanie książki, następnie każdego roku 1 września oddawałam maszynopis do wydawnictwa. Nadszedł moment, kiedy zdecydowała, że zarzuci pracę nauczycielki na rzecz pisania, z którego nie potrafiłaby zrezygnować. Jest przekonana, że gdyby nie techniczne wykształcenie – nie napisałaby żadnej książki. Autorka jest bowiem absolwentką Politechniki Wrocławskiej, inżynierem. – Techniczne wykształcenie sprawia – powiada – że jest mi bardzo łatwo opracować fabułę powieści.

W dalszej kolejności pisarka wspominała swoją mamę oraz nieżyjącą babcię. Mamie zawdzięcza to, że nauczyła ją samodyscypliny. Babcia zaś zawsze będzie we wspomnieniach jako ta, która darzyła ją ogromną miłością, uprawiała ogródek, piekła racuchy.

W ostatniej części spotkania nie zabrakło pytań od jego uczestników, na które Anna Ficner-Ogonowska z przyjemnością odpowiadała. Po spotkaniu można było zakupić książkę i dostać specjalną dedykację wraz z pięknym uśmiechem pisarki, od której emanuje pozytywna energia, ciepło i optymizm.

Katarzyna Gaczyńska

anna ficner ogonowska podczas spotkania

anna ficner ogonowska podczas podpisywania ksiazek