zyczenia2017

„Chciałabym, żeby Państwo się bali, a nie śmiali” – spotkanie z Olgą Rudnicką w Bibliotece Publicznej w Grójcu

rudnicka male18 maja br. Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Grójcu gościła pisarkę młodego pokolenia, autorkę piętnastu książek obyczajowych z kryminalną intrygą i dawką humoru, które zachwycają i zajmują czytelników. Mowa o Oldze Rudnickiej, która zadebiutowała jako pisarka w 2008 roku, powieścią „Martwe jezioro”, miała wówczas dziewiętnaście lat. Do jej najbardziej znanych dzieł należą: „Życie na wynos”, „Natalii 5”, „Zacisze 13”, „Cichy wielbiciel”.

Spotkanie prowadziła Dyrektor Kinga Majewska, przebiegło ono w przesympatycznej atmosferze, w dużej mierze za sprawą poczucia humoru pisarki a także miejsca, nasza rozmówczyni podkreśliła niezwykłość i wyjątkowość tej przestrzeni pachnącej książkami. Zapytania Kingi Majewskiej ułożone zostały zmyślnie, pozwoliły autorce zaprezentować swoją twórczość, opowiedzieć jak rozpoczęła się jej przygoda z pisarstwem, skąd czerpie do niej inspiracje, do której swojej książki ma szczególny sentyment, o czym marzy….

Olga Rudnicka urodziła się w 1988 roku w Śremie. Jest absolwentką Zespołu Szkół Rolniczych w Grzybnie, ukończyła studia pedagogiczne w Wyższej Szkole Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu, a także pedagogikę specjalną na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Przez osiem lat pracowała jako opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Trenowała brazylijskie jiu-jitsu i kick-boxing. Teraz jest miłośniczką jeździectwa. Z trudnością łączyła pracę, pasję i studia. Od dwóch lat jej pracą jest pisanie, wydaje dwie książki rocznie, jeździ na spotkania promocyjno – autorskie i nie ukrywa, że nic tak nie motywuje i nie daje energii do pisania, jak rozmowy z czytelnikami.

Miłością do literatury zaraziła ją starsza siostra, którą widywała – wspomina – jak zaczytuje się kryminałami, horrorami i thrillerami. Przyznaje, że podkradała je siostrze i oddawała się mocnej lekturze, następstwem tego były nocne, wywołujące dreszcze koszmary, dzięki którym jest w stanie doświadczyć wrażeń i emocji, a z którymi na co dzień nie ma żadnej styczności. Okropności senne postanowiła spisywać, w dalszej kolejności ubarwiać i tak zaczęła tworzyć do tzw. szuflady krótkie formy literackie. Pisząc – twierdzi – przenosi się w świat wyobraźni, który odrywa ją od rzeczywistości, pozwala odpocząć, „Mnie nie bawi pisanie o mnie, bądź wykorzystywanie mojego realu. Bawi mnie tworzenie i wymyślanie, dlatego uciekam w tą fikcję literacką” – powiada. O tym, że pisała „Martwe jezioro” nie wiedzieli nawet jej rodzice. Teraz śmieje się mówiąc: „W tej chwili jestem uzależniona od pisania, a naprawdę tego nie planowałam”. Jak zauważa, już w szkole podstawowej miała tendencje do tworzenia różnego rodzaju historii i do wymyślania. Jej wyobraźnię ożywiały także książki Stephena Kinga, Tess Gerritsen i Joanny Chmielewskiej. Fantastycznie jej zdaniem buduje napięcie również Harlan Coben i Robin Cook. A ostatnio zaczytuje się w Katarzynie Puzyńskiej i Zygmuncie Miłoszewskim.

Patrząc na swój proces twórczy, autorka wskazuje na zmiany, na pewno jej książki są teraz bardziej przemyślane, skupia w nich przede wszystkim uwagę na wykreowaniu postaci, nadaniu im charakteru, który tworzyć ma swoiste osobowości. W końcu, przez kilka kolejnych miesięcy, do zakończenia procesu pisania, autorka spędza z nimi każdą wolną chwilę, powiada: „Lubię koncentrować się na bohaterach, na ich emocjach i dialogach, nie na opisach, których zdaniem redaktorów mogłoby być znacznie więcej”.

Popularność zyskała dzięki powieści „Cichy wielbiciel”, w której podjęła – jako pierwsza w Polsce – niezwykle istotny i aktualny problem stalkingu – uporczywego nękania drugiej osoby. Zainspirował ją artykuł opisujący kobietę zmagającą się z tytułowym cichym wielbicielem. Żeby zgłębić psychikę sprawcy i ofiary posiłkowała się literaturą anglojęzycznej (ponieważ nie było publikacji rodzimej na ten temat). Nawiązała również współpracę z psychologiem sądowym Adamem Straszewiczem. Podjęty temat był wyzwaniem. „Nie doświadczyłam stalkingu osobiście, ale odzew zaskoczył mnie bardzo boleśnie. To temat trudny. Wylałam morze łez” – skonstatowała.

Najpiękniejsze lata życia naszej rozmówczyni to te, kiedy pisała powieść „Natalii 5”. Wtedy jeszcze mieszkała z mamą – wspomina – pisała nocami, śmiejąc się razem ze swoimi bohaterkami. A jej mama uderzając pięściami w ścianę mówiła: „jaka nienormalna, śmieje się sama do siebie!” Efektem życia w pięcioma wariatkami w głowie – jak twierdzi – było mnóstwo innych zabawnych sytuacji, również w sklepie, odbierając paragon często dziękowała używając czasownika w liczbie mnogiej, słyszała wówczas: „,Rudnicka, to już schizofrenia!” – wspomina.

Autorka największy sentyment ma do książki „Zacisze 13”, pisząc ją posiłkowała się literaturą fachową m.in. na temat wylewek betonowych. Otóż w domu głównej bohaterki dochodzi od włamania, w efekcie zostaje ona z dwoma trupami, które postanawia zabetonować w piwnicy. Niebawem po przesłaniu tekstu do wydawnictwa, Rudnicka otrzymała telefon od redaktorem z naciskiem by napisała kolejną część, w argumentacji usłyszała: „Olga, oni nie mogą leżeć w tej piwnicy!”. W konsekwencji pojawiła się na rynku powieść „Zacisze 13. Powrót”, będąca kontynuacją zawirowanych mocno przygód bohaterek książki.

Olga Rudnicka śmieje się, że żyje jak na emeryturze, kiedy przychodzi sobota, zawija się w kocyk, zaparza herbatę ziołową, bierze laptopa na kolana, i tak spędza kilka miesięcy. Dlatego, jak twierdzi – ma ochotę walić głową w ścianę, kiedy podchodzą do niej czytelnicy mówiąc: „Pani Olgo, przeczytałam w jeden wieczór, kiedy następna?”. Przyznaje, że coraz częściej dostaje też wiadomości typu: „Pani Olgo, tak mnie wciągnęła Pani książka, że przypaliłam obiad/ tak się wciągnęłam, że zapomniałam odebrać dziecko z przedszkola/ tak się śmiałam podczas czytania, że ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę….itp.”  Obawia się, że któregoś dnia przyjdzie na spotkanie autorskie, a tam zamiast czytelników zastanie owych mężów bez obiadu, nieodebranych dzieci z przedszkola….”I spalą mnie na stosie jak czarownice” – dodaje.

Autorka wyznaje, że jest osobą krytyczną wobec siebie, często nie jest zadowolona ze swoich powieści, a z perspektywy czasu w każdej by coś zmieniła, wplotła dodatkowy wątek lub zapętliła akcję, mimo że pisząc książkę przez kilka miesięcy niejednokrotnie miejscami ją modyfikuje. Nie zmienia to faktu, że publikacje Rudnickiej cieszą się niemałym zainteresowaniem i czyta się je z przyjemnością. „Chciałabym, żeby Państwo się bali, a nie śmiali” – mówi pisarka, dlatego zapowiedziała, że napisze mroczny, pełen napięcia kryminał. To jej marzenie. Zatem z zaciekawieniem czekamy na jego realizację.

Dziękując za rozmowę Dyrektor Kinga Majewska wręczyła pisarce niedawno promowaną monografię naszej Biblioteki. Zainteresowani mieli możliwość otrzymania autografu z dedykacją autorki.

Katarzyna Rdzanek

rudnicka goscie na spotkaniu

rudnicka autorka i dyrektor biblioteki podczas spotkania

rudnicka dyrektor biblioteki wrecza autorce upominek