Nagroda specjalna za zestaw wierszy o tematyce grójeckiej w XXXVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2017”

Wiersze zdobywcy nagrody specjalnej w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2017” – pana Czesława Mirosława Szczepaniaka z Warszawy.

Godło „Latosie”

Addenda sadownicza

Sad nigdy się nie wydarł na mnie,
choć był pod Grójcem, nawet gdy się
buntowałem, rozpoznał i zaprosił,

za mną szedł przez Kopanę,
rozstaliśmy się na widełkach drogi, co prowadzi
na Skrzeczeniec i do Pałacu,
odprowadzał do domu,
a jesienią żegnał, kiedy zabierał mnie pociąg
z wąskich torów, żeby dowieźć tam, gdzie
sunęły szybkie pociągi i były długie perony,

sad przez zimę traciłem z oczu,
widziałem go dopiero, gdy zakwitał i
z płatków się otrząsał, bo wiązał lato,

tego sadu już dawno nie ma,
nie ma też ludzi, co go wyrwali,
zostały o tym Białe wiersze albo
z rymem, w którym sad jest owocami
nadziany, ma pod pachami podpórki,
nikt nie wiesza stracha, to znak, że tych, co
wyciągną rękę, nie ma kto pogonić i grzechem
nie zaznaczy i wygoni precz.

 

Owoce

Byłem niedojrzały wśród niedojrzałych owoców,

które wyzwoliły się z kwiatów,

stałem w sadzie i rozmyślałem,

że owoc czyli po-kwiecie,

że wiatr, podszyty słońcem, musi

go wykołysać, żeby dojrzał,

że cień pada, a owoc (z czasem) spada z gałęzi,

gdy się spóźni ręka,

obserwowałem jak owoce się nagrzewają i

pod liściami dyszą, łakną światła,

nabierają rumieńców, jak dzieci w zimie,

 

owoce z każdym dniem były dojrzalsze, a w nocy odpoczywały,

a ja nadal tkwiłem w niedojrzałości i myślałem - a gdyby tak

człowiek mógł przyspieszyć, jak to jest w sadzie i na polu,

 

stałem zadziwiony jak poeta, choć jeszcze wierszy nie pisałem, ale

częściej wchodziłem na drabinę, żeby oderwać się od ziemi i

usłyszeć jak ciapią na darń owoce. 

 

Przegląd sadu

 

Sad zakwitł, jakby Biel się

zawstydziła, różem podszyta,

 

spadły płatki i ustąpiły

miejsca zawiązanym owocom,

 

wiatr je rozsiewa, to znaczy, że

osypuje pola i drogi na przestrzał,

 

nareszcie widać, jak

liście ząbkami tną,

 

owoce nabierają mocy,

światło je pluska.

 

Sprzed lat

Kiedy to Kopana przez sady patrzyła,

Pawłowice strzegły topole,

Pamiątkę zasłaniał dąb oraz głóg i lubaszki,

wzdłuż szosy krakowskiej prowadziła aleja

z kasztanowców do Grójca albo do Warszawy,

czyli na południe i północ,

 

tak było przed laty, ja nie cyganię, choć 

niejeden tabor pozostawił po sobie trzask batów i

podków na piasku,

zza krzaków widziałem,

słyszałem, jak zamykają podwórka,

wspomnienie sprzed lat, z Kopanej.

 

Stary sad

Spróchniały, dziki, z owocami w darni,
wszedł w krainę pleśni, gnije, czeka aż go
do reszty niepogoda pochrupie,
wystawia pnie-kikuty, wydrążone ze
słojów, czasami z nich wybijają listki,
rozwijają się pąki, na murawie można
spotkać jabłuszka, co się marszczą jak
w szarlotce, w kruchym cieście,

stary sad z jabłkami, które gniją,
bo nie doczekały ręki, więc wiatr je
strącił i padły na ziemię, niedaleko
od przysłowiowej jabłoni,
leżą z dziurką wydrążoną przez osy,
z odklejoną korą od pnia, z pokrzywą,
co powietrze szczypie, zastygły, jak rzeka,
którą mróz zatrzymał, z prądem i nurtem,

stary sad nieraz mijałem w dzieciństwie,
jak szedłem do szkoły podstawowej w Pamiątce,
wiosną uczył mnie zachwytu,
w czasie wakacji traciłem go z oczu,
we wrześniu zza liści spozierał,
jesienią wyjeżdżałem do sanatorium, więc nie wiem
jak sobie radził z zimowym wiatrem z trasy E7, 
stary sad sczezł i poszedł na przestrzał,
wykopali go z Kopanej,

to był najstarszy sad, swój, niemy ziomek,
ostatni sad z okolic Kwitnącej Jabłoni,
za duży jak na elegię, doskonale się wtapia
w wierszyk, jak kwiat jabłoni w pestki jabłuszka.