Wyróżnienie w XXXVII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2017”

Wiersze zdobywcy wyróżnienia w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni ‘2017” – pana Artura Śliwińskiego z Warszawy.Godło „Ósma pięć”

O nas
 
Spałeś, kiedy przyszłam wieczorem. Tyle smutku, pomyślałam, w tym
ciele, tyle dni ciężkich jak jeziora wody. Twoja twarz była taka spokojna, ułożona
 
na miękkim podbrzuszu poduszki. Tyle cierpienia, pomyślałam, bo widziałam
cię dwa dni wcześniej na pogrzebie, miałeś w dłoni źdźbło trawy, rozerwałeś
 
je na strzępy i wrzuciłeś do grobu. Ona musiała się uśmiechać tam w trumnie, tak
to sobie wyobrażam, musiała triumfować na swój mały sposób. Ale przecież
 
nikt nie rozumie życia tak do końca, wszyscy potykamy się o nawyki, przegrywamy
z obowiązkami, łapiemy się w sidła cudzych opinii. Przyszłam wieczorem
 
z kwiatami i ciastem, choć tyle razy słyszałem, jak zapewniasz ją o swojej
miłości. We mnie też są rany, chyba nie muszę ci tego udowadniać, wolę
 
patrzeć na twój sen niż pożądać jawy kogokolwiek innego. Przyszłam wieczorem
i zapaliłam papierosa. Popiół upadł i ułożył się w krzyżyk. Zamoczyłam go łzami.
 
GODŁO: ÓSMA PIĘĆ
 
 
Zimno
 
Kiedyś pojechałyśmy na wieś i kilku chłopaków przyszło popatrzeć jak
kąpiemy się w rzece. Byli tacy chudzi, kiedy się uśmiechali, widziałyśmy
 
ich popsute zęby. Ale doskonale pływali i mieli psa, który szczekał na brzegu, gdy
oni zanurzali głowy pod wodę. Śmieli się z naszych książek i z różowego
 
koca, który na trawie wyglądał jak jaskrawa nalepka na najtańszym
szamponie. Gdy my opalałyśmy się w ciemnych okularach, oni chodzili pomagać
 
przy żniwach i sianokosach. Tak bardzo pragnęłyśmy być z nimi, ale jednocześnie
bałyśmy się ich ojców, mężczyzn ogorzałych i porywczych. Gdy wróciłyśmy
 
do miasta we wrześniu, było w nas tyle pustki. Myślałyśmy o tamtym
psie, o tym, jak ich dłonie cięły powierzchnię wody. Pewnej nocy przyśniło
 
mi się nawet, że tonęłam, a jeden z nich mnie uratował. A potem nadeszła
zima, zanurzałam dłonie w śniegu, czekałam aż zsinieją. I wieś spłonęła
 
w mojej głowie jak cenny manuskrypt.
 
 

GODŁO: ÓSMA PIĘĆ
 
 

Ciemność
 
 
To jego to miejsce, gdzie miasto się kończy, gdzie nie dociera już światło
latarni, gdzie ciemność mości się jak nastroszone furto. To jest w pobliżu
 
tego domu, drewnianej chaty, gdzie kilka razy widziałem starszego mężczyznę
z kosiarką do trawy, z fajką w zębach, ze śladem po obrączce za palcu. Kiedyś
 
mnie tam zabrałeś i powiedziałeś: zobacz, tak wygląda wierność, tak wygląda
opoka, tak wygląda prawdziwa wiara w życie i własny los. I przestraszyłam się, bo
 
zawsze wolałam jasność, nigdy nie zapuszczałam się w dzikość. Ale potem
pomyślałam, że może warto. Że jest coś ekscytującego w tej obecności
 
śmiertelnego niebezpieczeństwa. Dlaczego czasem jeżdżę tam rowerem, staję
z daleka od domu i zaglądam przez wypełnione żółtym światłem okno. Jeśli
 
mam szczęście, to widzę, jak mężczyzna płacze, jak przygląda się zdjęciu
zmarłej żony i płacze.
 
 
GODŁO: ÓSMA PIĘĆ
 
 
Kości
 
W niedzielę zawsze lubiła chodzić nad jezioro. Ukryte wśród trzcin wyglądało
jak modry kamień w pierścieniu ziemi. Wkładała rękę do wody, czuła to delikatne,
 
niemal czułe zimno. Jestem sama, myślała, jestem jak rozbitek, którego życie
stało się nagle karuzelą smutku. Ciągle widziała pożar, płomienie obejmowały
 
ją jak palce kochanka. W myślach topiła się, ale w rzeczywistości nie miała
tyle odwagi. Przynosiła okruchy ciasta, wrzucała je do wody, patrzyła
 
jak ryby wyciągają w ich kierunku otwarte pyszczki. Zazdrościła im niewiedzy, ślepego
pragnienia, która uwalnia od wyrzutów sumienia i wątpliwości. Czasami
 
znajdowała szkielety ptaków, szczurów, dzikich kotów. Wróżyła z białych
kości, a potem zakopywała je w ziemi, jakby były nasionami, z których
 
wyrosną zmarli, ci, których wygrzebała ze spalonego domu.
 
 
GODŁO: ÓSMA PIĘĆ
 
 

Piszę do ciebie zza morza
 
Szczęście, którego szukam, napisałam, jest jak przejażdżka kabrioletem
z opuszczonym dachem, jak zając, który pokazuje się tylko na chwile, a potem
 
znika w zielonej trawie. Ono jest czerwone, jak słońce, które utopiło się w
rzece, leżało na jej dnie płaskie i pokonane. Szczęście to ten papieros, ten
 
długopis, tych kilka włosów na podłodze werandy. Tobie jest zawsze
mało, ale ja najadam się połówką jabłka, kilkoma cząstkami
 
mandarynki. Rozpacz, napisałam, to ten dąb zwalony przez
wichurę, więc nie patrzę w jego kierunku. Smutna jest rdza na komplecie
 
niczyich noży, które ktoś zostawił na klapie śmietnika. Radość to twój powrót
z wieczornej zmiany, kiedy wchodzisz, czuję w twoich włosach
 
bryzę, jakbyś wrócił zza morza.
 
 
GODŁO: ÓSMA PIĘĆ