Spotkanie z ks. Czesławem Sadłowskim w Bibliotece Publicznej w Grójcu

sadlowski male11 kwietnia 2017 roku odbyło się spotkanie uczestników  XXIV Turnieju Wiedzy o Grójcu i Regionie GRÓJBÓJ ‘2017Życie i działalność księdza Czesława Sadłowskiego  z ks. Czesławem Sadłowskim

 

Poniżej zapis spotkania

Jestem na emeryturze a pochodzę z Suwalszczyzny, dawne województwo grodzieńskie. Grodno dzisiaj jest na terenie Białorusi. Graniczyłem z Prusami Wschodnimi. Urodziłem się 1938 roku, rok przed wybuchem wojny. Wojnę pamiętam już od 44 roku. Pamiętam jak esesman pędził moja matkę do pracy na polu. Całe zbiory mieszkańców wsi przechodziły w ręce  Niemców. Trzeba było oddać całe zboże. Wszyscy mieszkańcy to robili pod wpływem żandarmerii niemieckiej, esesmanów. Następnie pamiętam kiedy nas wypędzono w sierpniu ze wsi i jak uciekaliśmy, braliśmy wszystko co najpotrzebniejsze, wóz konny, dwie krowy i jedzenie bo wszystkie granice z Prusami miały być spalone. I rzeczywiście były spalone. Samoloty nadlatywały i to wszystko było palone. Jeszcze do dzisiejszego dnia jest taki obraz II wojny światowej. Nie tak jak tutaj mamy wszystko, zapięte na ostatni guzik a tam trzeba jeszcze wiele pokoleń pracować by to wszystko odbudować. I zimą 1945 roku u nas wszystko było spalone, rozkopane pola, zaminowane. Bunkry, kolczaste druty, nie można było nogi postawić, myśmy to opuścili i znaleźliśmy się jakieś 3 km na Prusach Wschodnich. Jeżeli chodzi o Niemców to jeszcze ci Niemcy byli, była dezinformacja jeńców. Jedni uciekali a potem z powrotem wracali. Była taka sytuacja, że była mroźna zima. Oni tam na koniach, wozami ruszali do Gdańska i wszystko brali ze sobą. Starcy, dzieci, kobiety ciężarne, starcy umierali. Zostawiali ci Niemcy tych starców w śniegu i uciekali w popłochu. kobiety rodziły na saniach, na tych wozach. No i później tutaj gdzie jest Krynica Morska dojeżdżali, jeszcze był lód, tysiące ludzi to były takie brygady, które składały się z 30 tys. ludzi, każdy szybko chciał uciec. Wtedy wjeżdżali na ten lód. Ten lód pękał i wszyscy tonęli. To ludzie łapali się koni, czyli kobiety z tymi dziećmi i wszyscy szli pod wodę, to opowiadali nam i to wszystko zostało w mojej pamięci.

Była właścicielka, córka gospodarza tam gdzie zajęliśmy to miejsce, przyszła i niewiadomo gdzie zniknęła, bardzo szybko bo kobiety, dziewczęta bały się Rosji. Rosjanie stali  po lasach i bardzo często były gwałty. Takie miasta jak Ełk, Olecko, Gołdap to sam widziałem na własne oczy. Wpadali do centrum miasta- Armia Czerwona- zaczynali od piwnic i od strychu szukali Niemców i kiedy nie znaleźli tych Niemców to palili te kamienice, piękne kamienice, w samym centrum bo na obrzeżach już tego nie było. Po prostu nie da się tego wszystkiego opowiedzieć.

Chodziłem do szkoły podstawowej, mój kolega z ławki, byłem w 2 klasie, szedł do domu i znalazł na drodze wiatraczek. Był zainteresowany tym. Mina. Rozebrało go. Rodzice przyjechali z miednicą i do miednicy go zbierali. To wszystko co z człowieka pozostało. Są to  straszne rzeczy.  To potem zostaje i gdzieś w tej psychice jest. To może byłoby na tyle, już nie będę opowiadał więcej o tym.

Ja pracowałem w Zbroszy. Dzisiaj jestem na emeryturze, od 2009 r.  jako rezydent. Przyszedłem do parafii w Jasieńcu. I ta parafia (chyba znacie Jasieniec?) z jednej strony do granicy parafii było 15 km na południe, z drugiej strony parafia graniczyła aż do tej trasy Grójec – Kalwaria. Ja pracowałem i nie widziałem owoców swojej pracy i kiedy już byłem księdzem 1,5 roku zwróciłem się do księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego, że jest taki budynek gospodarczy, gdzie gospodarz zmarł, nowo pobudowany, kobieta została z trójką dzieci i godzi się żeby była tam kaplica. Kardynał Prymas zgodził się, dlatego że on doskonale znał parafię ze swoich czasów studenckich. Kiedy studiował na KUL-u w Lublinie przyjeżdżał do Jasieńca kolejką i proboszcz jasieniecki dawał furmana, konie i podwoził przyszłego Kardynała do Wrociszewa. Był bardzo ten proboszcz życzliwy, Piątkowski się nazywał. I ksiądz Wyszyński chodził po kolędzie we Wrociszewie. Ojciec jego był organistą w Wrociszewie, prawie  całe życie. Kardynał tam przyjeżdżał i w niedzielę po sumie, po obiedzie wyruszali przez las do Zbroszy i co widzieli? No po południu widzieli już pod wieczór pijanych ludzi, ksiądz Kardynał mnie to opowiadał. Dlatego, ksiądz Kardynał, który był bardzo zacnym człowiekiem, zgodził się aby kościół tam powstał. Natomiast prałaci i księża nie byli tacy zadowoleni, ponieważ trzeba było uciąć z parafii Jasieniec, z Wrociszewa, kilka wsi, z Promnej, z Goszczyna. Więc ja jako młody ksiądz byłem takim rewolucjonistą. Tak, no i zaczęły się prześladowania, mieszkałem u ludzi, byłem pomawiany o różne rzeczy. Masę plotek Służba Bezpieczeństwa rozpowszechniała. Ksiądz Kardynał zgodził się żebym tam zamieszkał i miałem dwa pokoje w drewnianym domu. Dom był pogacony jak to mówią, ocieplony słomą, pokryty też słomą. I tę kaplicę przygotowaliśmy, Kardynał poświęcił a potem miesiąc po tym wszystkim władza zamknęła tę kaplicę i zamieniła na magazyn nawozów sztucznych. Nie chciano kupować tych nawozów. Później usunięto te nawozy, był cement. Też tego nie kupowano, wywieziono gdzieś i zmarnowano. A wtedy był to taki towar deficytowy. No i ja tam byłem. W mieszkaniu miałem Najświętszy Sakrament, postawiony między książkami, gdzie w kościele to klękacie i tak dalej. Kolega przyjechał i mówi ”Słuchaj Ty masz Najświętszy Sakrament w mieszkaniu? To powinno być w kaplicy”. A tej kaplicy nie ma. No był taki tym wszystkim zdziwiony. Ale to duszpasterstwo kiedy nie miałem kościoła i przez 5 lat chodziłem i u ludzi odprawiałem msze święte- często tam u ludzi nocowałem bo milicja przyjeżdżała- to był podstęp dla ludzi i dla księdza więc często nocowałem u ludzi. Codziennie dostawałem pocztę. Jedna poczta  przychodziła z powiatu- ze Starostwa, druga poczta przychodziła z milicji, ktoś inny przywoził. Poczta była normalnie każdego dnia. Listonosz współpracował i on zawsze donosił czy ja jestem czy mnie nie ma. Zawsze pukał do drzwi. Skrzynek takich nie było tak jak dzisiaj na odbiór poczty. Ale to duszpasterstwo było najpiękniejsze bo czy to bieliznę kościelną czy to osobistą to ludzie prali i ludzie przygotowywali mieszkania na msze świętą. Po takiej mszy świętej np. w niedziele było śniadanie, po drugiej mszy świętej był obiad a to wszystko było gdzieś po wsiach robione a wieczorem odprawiałem i też była kolacja. Więc jak ludzie przychodzili to nie tylko ze wsi ale również przyjeżdżali ludzie  z Warszawy, rodzina, bo to było coś niezwykłego. Zwykły stół - ołtarz, każdy chciał zobaczyć jak to wszystko wygląda.  Tak wytworzyła się taka wspólnota. Poznałem tych ludzi od  podszewki, przez 5 lat. Oni tam do mnie do mieszkania przychodzili, nie było kancelarii takiego urzędu jak to dzisiaj jest. Ksiądz był na miejscu. Pogrzeb był to i 10 km wtedy się chodziło, nie było takich samochodów jak dzisiaj, karawan tylko trzeba było do miejscowego kościoła iść, odprawić mszę i odprowadzić zmarłego na cmentarz. Śluby też odbywały się w mieszkaniach, niektóre śluby a inne śluby też były w parafialnych kościołach. Księża udostępniali bo taki był nakaz Kardynała Wyszyńskiego. I gdy byłem  wśród tych ludzi powstaje idea żeby budować kościół. Było wiele delegacji, do rządu, do partii. Był też problem z uzyskaniem pozwolenia na kościół a kiedy przyszła budowa i pozwolenie na kościół, wtedy ludzie się  jeszcze bardziej zmobilizowali. Kiedy trzeba było budować ten kościół a nie było takich urządzeń jakie są dzisiaj na budowach.

Ja jestem z zawodu zdun murarz. Taką szkołę skończyłem bo mnie nie chciano przyjąć do liceum. A dlaczego? Po wojnie znaleźliśmy się na ziemiach odzyskanych to państwo dawało ziemi ile kto chciał. I rodzice zapisali 14 hektarów. Potem się okazało po paru latach, że kto ma takie duże gospodarstwo ponad 10 hektarów ziemi to jest dzieckiem KUŁAKA. Kułak znaczy bogacz. I dyrektorka szkoły w Olecku, gdzie ja złożyłem podanie, powiedziała „Sadłowski, ty nie będziesz przyjęty do liceum ponieważ twój ojciec ma za dużo hektarów”. Ja do zawodówki poszedłem nie na taki kierunek jaki bym chciał wybrać tylko na taki na który nikt nie chciał iść. Bo dzisiaj to jest przyjemność pracować na budowie, maszyny, urządzenia a wtedy młotek do wbijania cegły czy przebijania tej cegły. Zaprawę trzeba było mieszać, betoniarek nie było, dźwigów nie było. Robota była zawsze na zewnątrz. Chyba, że bym budował piec w mieszkaniu czy w kuchni to pod dachem ale jeżeli budowa domu to już trzeba być na dworze. I wtedy każdy z nas bał się tej całej pracy na dworze jak byliśmy młodzi.

I tutaj w Zbroszy ta cała walka jaka była to ona zjednoczyła ludzi bo przy budowie kościoła trzeba było ciężko pracować. Więc przychodzili sąsiedzi ze wsi do pracy, którzy z sobą nie rozmawiali. Jak było ciężko to trzeba było zacząć rozmawiać z drugim sąsiadem i ci ludzie jednali się. Później był rok 1976, kiedy podwyższono bardzo wysoko ceny na żywność. Były wydarzenia  w czerwcu 1976 roku w Radomiu, Kłodzku i w Ursusie. Robotników zamykano i myśmy wtedy organizowali pomoc prawną dla tych robotników,  pisaliśmy pisma do władz o zwolnienie tych robotników. Były tzw. ścieżki zdrowia, gdzie bito tych robotników, potem powstał KOR. Z tego wszystkiego znowu potem powstaje Komitet Obrony Ziemi Grójeckiej no bo owoce, mleko było bardzo tanie, że to  wszystko się nie opłacało. Świnie też tanie. No to chłopi przyszli do mnie i powiedzieli „Proszę księdza myśmy księdzu pomogli pobudować teraz niech ksiądz nam pomoże”. No i przyłożyłem do tego rękę ale słuchajcie to prześladowanie jeśli chodzi o kościół to tak straszne nie było w porównaniu z tym, że zająłem się rolnikami. Bo wtedy, gmina jest z boku, z partią się nikt nie liczy tylko ludzie przychodzą do kościoła jest zebranie i jest opracowywany komunikat, komunikat idzie do Warszawy, z Warszawy idzie na zachód Radiem Wolna Europa czy tam Londynem , Głosem Ameryki, to wszystko z powrotem przychodzi. Np. niedziela, suma i jest spotkanie, o którym przekazujemy  informacje po południu do Warszawy. Z Warszawy idzie dalej. Żeby to wszystko było proste jak dzisiaj, każdy ma telefon, komórkę a to wszystko było wtedy na podsłuchu. Były takie metody, że ktoś rozmawiał i np. przekazywał informacje albo opowiadał jakieś głupstwa a na innej częstotliwości przekazywano całe książki do kraju. Potem ktoś  wydrukował. Ta literatura emigracyjna właśnie w ten sposób przychodziła. Przychodziła też w tej pomocy w kościele np.  były puszki do kawy, kawa mielona, wszystko jest napisane, podane, kawa. Ja otwieram kawę, biorę, tylko na wierzchu jest kawa a w środku są zwinięte małe książeczki, które liczą po 200 stron.  Papier brewiarzowy tzn. taki cieniutki. Druk też jest drobny. W ten sposób dochodziły do nas informacje, jeżeli chodzi o teren, w tych puszkach.

Przy budowie kościoła przed poświęceniem, była grupa młodzieży, która pochodziła z Krakowa, z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wrocławskiego i młodzież z okolic Wrocławia. Oni pomagali, oni rozkręcili całą robotę z młodzieżą i żaden ksiądz by tego nie zrobił czy żaden misjonarz. Ich tam było 15. Byli to studenci, chłopcy, dziewczęta. Mieszkali po ludziach. Jeżeli deszcz padał czy tam burza się zbliżała to zostawiali robotę przy kościele i szli do gospodarzy pomagać. Szli zwieźć to zboże. Tym zachwycili ludzi. A jak już kościół był prawie gotowy na poświecenie to był dolny kościół więc odbywały się tam spotkania. Takie pogodne wieczory, oni to prowadzili. Wprowadzili dyskoteki, obozy młodzieżowe. W ciągu roku to miałem ze 3 obozy młodzieżowe, z dziećmi gdy wyjeżdżaliśmy. To nas wszystko łączyło. I oni, ci  studenci poprzez granicę z Czechosłowacją w górach bo przedzielono granicę przenieśli dla mnie powielacz. To była taka maszyna do drukowania na kolbę. Matryca była woskowa, trzeba było napisać to wszystko na maszynie przypiąć te matryce, była farba-to trudno było wszystko zdobyć- i ja już od 1974 roku miałem powielacz. A powielacz to droższa maszyna w oczach komunisty aniżeli czołg rosyjski. A wiecie to była propaganda kościelna. Miałem w swoim ręku informacje a to było bardzo ważne. A więc ogłoszenia wydawałem co niedziela. Pomoce katechetyczne czy  do liturgii niedzielnej materiały. To dla mnie była ogromna pomoc.

Z nauczaniem miałem taki problem, że dzieci czy też młodzieży przychodziło mi na raz 6 klas szkoły podstawowej na religię. A nie było religii w szkole, tylko w prywatnym mieszkaniu a więc sporo młodzieży nie przychodziło dlatego, że nie było miejsca. Jak np. jest niepogoda nikt nie będzie stał na zewnątrz. Np. tutaj za Jasieńcem uczyłem, było tych dzieciaków w szkole gdzieś 180, były wtedy liczne rodziny, więc powiedziałem komuś z Warszawy, że mam taki problem ( takiej starszej pani) a ona odpowiedziała, że ” Proszę księdza my księdzu  załatwimy projektor”. Takie projektory już były w szkołach, szesnastki, ruchome, nigdzie tych filmów nie było. Ja brałem z ambasady amerykańskiej. W ambasadach są wydziały kulturalne, z ambasady japońskiej to kolorowe filmy były takie jak dzisiaj. Nasza telewizja była czarno biała. Z telewizji brytyjskiej brałem filmy za co dostałem 3 miesiące aresztu, że nielegalnie wyświetlałem i sprawa aż oparła się o Sąd Najwyższy. Ale słuchajcie co jeszcze chciałem powiedzieć że CIERPIENIE TO LUDZI SCALA, UMACNIA. Jeżeli cię nie zabije to cię wzmocni i cierpienie ma w sobie coś co nas wzmacnia, co nas stawia na nogi, że my szukamy sposobów na wyjście z takiej trudnej sytuacji. Wyobraźcie sobie, że drzewo jest potężne, jak chcę to drzewo zniszczyć bo ono mi przeszkadza okręcam kolczastym drutem i myślę, że uschnie, a ono obleje ten kolczasty drut sokami i dalej rośnie. Pamiętajcie sobie, będą trudne sytuacje a im dalej w las tym więcej drzew, tym więcej będzie problemów w waszym życiu, trzeba być na to przygotowanym a nie opuszczać ręce, że tutaj straszna sytuacja, dziewczyna mnie zdradziła, chłopak odszedł, ojej świat się wali, nie, to wszystko przeminie. Trzeba z wiarą podchodzić do tych różnych trudności.

Co tam jeszcze takiego ciekawego mógłbym powiedzieć? Te komunikaty, które były podawane na zachód, to one stawiały władze, milicję, SB, urząd gminy, komitet gminny partii na nogi no bo ludzie odchodzą od władzy. Ludzie są koło kościoła, koło księdza a do nich się nie zwracają. Więc jak pojawiał się problem to wtedy ten komitet  rozwiązywał całą sprawę. Jeśli nie ma sklepów to szybko budują ten sklep, żeby Wolna Europa nie nadawała. Drogi nie ma, potrzeba budować - zgłaszają ludzie, idzie to wszystko na zachód w komunikacie od razu ni stąd ni zowąd budują drogi. A dzisiaj ja już chyba przez 8 lat zwracam się do powiatu, do Starostwa żeby remontowali drogę i nic. Dziury są straszne. Bo ci panowie są zajęci swoimi sprawami. Są układy, układziki, znajomości. A wtedy słuchajcie było to inaczej. Przy okazji tego Komitetu Samoobrony Chłopskiej powstaje Uniwersytet Ludowy , to 1978 rok. Co było celem tego Uniwersytetu? Celem były wykłady, których nie ma na uczelniach, w szkołach a więc: historia, religia, medycyna, życie na zachodzie. Takie tematy których zupełnie nie można było omawiać na uczelni czy w szkole, nie było w podręcznikach. To zbierało bardzo dużo ludzi.

Służba zdrowia. Do szpitala nie można było się dostać ze wsi. Do lekarza też, leków nie było. Były tzw. białe niedziele. Na czym te białe niedziele polegały?  Polegały na tym, że z Warszawy, z centrum pogotowia ratunkowego, przyjeżdżało zawsze 3 lekarzy, różnej specjalności. Jeżeli był trudny przypadek a lekarz nie mógł pomóc to na następną niedzielę było umówione z chorym,  że taki i taki lekarz przyjedzie. I ci lekarze, bez skierowania, bez niczego brali chorych do Warszawy. Dawali tylko adres szpitala, gdzie pracuje i przyjmowano. Mieliśmy dostęp do służby zdrowia. To była wielka pomoc. Przy kościele był gabinet ginekologiczny, stomatologiczny. Kiedy był stan wojenny  to ten gabinet zabrali ale później dostałem z Norwegii używany.

Co bym mógł powiedzieć takiego praktycznego?  Nie bać się żadnych trudności, chociaż one przerastają głowę człowiekowi. Nie załamywać się gdy coś nie wychodzi. Na pozwolenie budowy kościoła czekałem 5 lat. Bez własnego mieszkania, bez kościoła. A skąd taki pomysł przyszedł? Pomysł przyszedł właśnie ze stron rodzinnych. Na terenie Suwałk, w czasie zaborów to była tam tylko jedna parafia rzymsko-katolicka, 3 cerkwie, synagogi, też jest cmentarz grzebalny dla Tatarów Krymskich. Żydzi, katolicy, prawosławni, protestanci to wszystko  była taka mieszanina. Jeszcze po wojnie, jeszcze do dzisiaj to są ślady tego wszystkiego. Jest cerkiew prawosławna, jest kościół ewangelicki, Żydów już nie ma. W tej mojej parafii takiej wiejskiej to było gdzieś ponad 1000 mieszkańców to 80% to byli Żydzi. Było kiedyś takie zarządzenie, że Żydów nie wolno przyjmować do miasta, niech mieszkają poza miastami i po wsiach. Oni zajmowali się przeważnie handlem. Po wojnie wszystkie kościoły przeszły w ręce katolików. Sporo Mazurów, Niemców, Polaków, którzy zostali zgermanizowani i przeszli na luteranizm, religię ewangelicką, nie mieli miejsca na modlitwy. Wtedy taka była sytuacja i jest do dzisiejszego dnia, że każda wieś ma swój cmentarz grzebalny. Jeżeli umarł ewangelik to wtedy z Giżycka pastor przyjeżdżał do Olecka, to jest 40 km chyba. Potem gospodarz podjeżdżał na dworzec kolejowy, żeby odebrać tego pasterza, 15 km.  Jak przyjechał odbył nabożeństwo w mieszkaniu, odprowadził na cmentarz no i już  wieczór. To ten pastor u ludzi nocował i od ludzi też dostał żywność, to co było mu potrzebne do życia więc ja pomyślałem jeżeli takiemu pastorowi można było przyjechać i odprawiać msze, nabożeństwo i odprawić pogrzeb to dlaczego ja nie mogę. Wtedy władza ludowa sprzeciwiła się.

Ważną rzeczą jest dla naszego życia osobistego to mieć dobre relacje z ludźmi, być blisko ludzi, słuchać ludzi co powiedzą, nie stawiać murów  między rodzicami, dziadkami. Nie zrywać mostów, bo te mosty są potrzebne, bo w razie nieszczęścia to może karetka nie dojechać. Wyobraźcie sobie taką sytuację w górach, gdzie most jest zerwany ale takie sytuacje są w naszym życiu a więc budować mosty, które nas połączą. Mury, które powstają szybko trzeba rozbijać i więzi budować. To jest takie moje spostrzeżenie. Będzie trudno w życiu to ludzie pomogą, to ludzie będą bardzo blisko człowieka. Ja nie poszedłem do domu starców a zostałem w parafii. Ja się dobrze tam czuję, ja wszystkich znam od podszewki i ci ludzie mi przychodzą z pomocą, nie jestem sam. Potrzebny  mi jest samochód ludzie pomagają. Ja mam samochód ale już boję się czasami jeździć bo mam lęki. Ale ludzie pomagają w każdej sytuacji jak biorę telefon i dzwonię. Komórki przy sobie nie mam bo nieprzyzwyczajony jestem do noszenia, jest w domu. Całe życie nie miałem telefonu za komunistów bo nie dawali. Jeździłem po wioskach,  tam gdzie telefon, żeby dodzwonić się do Warszawy. Nie lękajcie się gdy są trudności. Pamiętajcie Pan Bóg zawsze przychodzi do człowieka nie z pustą ręką ale zawsze ma coś do dania. Nigdy Pan Bóg  nie przychodzi z pustą ręką. Nie być lekkoduchem ale troszeczkę trzeba myśleć w jaki sposób on do mnie przychodzi.

Pytania:

- Co skłoniło księdza żeby przyjąć drogę kapłaństwa?

Skłaniało mnie to, że działa się krzywda, ja widziałem te wojnę, co było po wojnie, te dramaty ludzkie np. we Wszystkich Świętych, czy odpust parafialny to przed kościołem było kilkadziesiąt osób bez nóg, bez rąk, bez oczu, twarz poniszczona, to jest coś strasznego. Obok cmentarza w parafii była szubienica, którą wybudowali Niemcy i tam zwożono kogo? Kto miał gołębie, radio kryształkowe, bo takie wtedy były, kto nie oddał roweru dla Niemców to należał do partii komunistycznej i wychwytywali takich ludzi. W niedziele, wjeżdżały samochody pod plandeką, zbierano tych ludzi, ludzi z kościoła z sumy bo było najwięcej ludzi wtedy. Dzieci, młodzież, kobiety pod obstawą SS-manów brano z kościoła, wszystkich pod szubienicę. Samochody przyjeżdżały i z tych samochodów wieszano tych ludzi. Niemiec mówił „ Nie będziecie słuchać nas i przestrzegać naszych praw to też tak samo zginiecie” To straszne, słuchajcie ta szubienica przed paru laty została rozebrana. Został tam tylko taki kamień i krzyż.

Ja też po szkole pracowałem bo miałem trudną sytuację, rodzice byli słabi, chorzy to pracowałem w rejonie dróg publicznych. Miałem pracę bardzo łatwą, dużo czasu wolnego, miałem pod sobą robotników, z tymi robotnikami wyjeżdżałem, miałem odbierać żwir i kamienie itd. I oszustwo było na tej budowie drogi, trudno powiedzieć, ja w tym wszystkim brałem udział. Na przykład zimą to nie było tak jak teraz samochody podjeżdżają, są dźwigi itd. Łopata i trzeba  było nawrzucać do ciągnika żwir i ci robotnicy, tam była taka ochrona tych robotników jakieś zadaszenie, że oni tam w kożuchach jechali, jak naładowali w żwirowni przyczepę tego żwiru to potem nie można wyciągnąć było bo była gołoledź. Na wschodzie to zimy są straszne. 3, 4 metry żwiru w ciągu dnia to jest bardzo mało. Jechali więc 20 km ciągnikiem w tą i z powrotem. Były przywożone kamienie drobne, to pisało się, że to nie jest kamień drobny tylko że to jest kamień do rozbicia. Później ktoś dostawał z tych robotników pieniądze za rozbijanie tych kamieni, których się nie rozbijało. Takie były czasy, żeby utrzymać tych robotników w czasie sezonu, żeby im coś dać do roboty w ciągu zimy, żeby oni coś dostali bo jak sezon przyjdzie to żeby ich mieć. Człowiek wiedział to wszystko. A ile przekleństw…

- Gdzie ksiądz mieszka po przejściu na emeryturę?

Mieszkam w Zbroszy. Domek taki, nielegalnie pobudowanyJ. Wtedy nie wolno było. Nie dawali np. cmentarza grzebalnego  i taka jedna pani kiedyś tam mówiła „proszę księdza jak kiedyś tam umrę to chce być pochowana w Zbroszy i rzeczywiście pierwszy pogrzeb to był tej pani. Bez zezwolenia, bez niczego, bo oni ze mną nigdy nie chcieli rozmawiać. Przyjeżdżał ktoś z sanepidu, potem z powiatu, że ktoś jest pochowany na polu. Straszyli, że będą tych wszystkich zmarłych przewozić do sąsiednich parafii, potem tych zmarłych przybywało i tak to już zostało po dzień dzisiejszy.

- Ksiądz skupił się na tej działalności w czasie PRL-u ale ksiądz nie zaprzestał swojej działalności społecznej na rzecz parafii  po 1989 roku tylko dalej rozwijał?

Po tym wszystkim rozwinąłem bardziej działalność poligraficzną. Byłem na Białorusi kiedy był  komunizm w 1989 roku, miesiąc swojego urlopu poświęciłem pracy na Białorusi. Tam tak ciężko pracowałem, jak nigdy tutaj w Polsce. Jak wszedłem do kościoła w zwykły dzień to miałem masę roboty. Dwie msze święte odprawiłem a przy konfesjonale to były kolejki. Wychodziłem o 13 godzinie na obiad i potem była spowiedź  dla ludzi, którzy byli ostatni raz przed wojną bo nie było księdza. Te spowiedzi były dosyć trudne. Proboszcz, który tam pracował w odpust Świętego Jerzego w kwietniu wyjeżdża sobie w świat, nie mówiąc dokąd jedzie. Jemu zabraniali, to on w cywilu wyjeżdżał gdzieś tam po mieszkaniach odprawiał, tu wyspowiadał, msze odprawił, udzielił Komunii Świętej i dalej i dalej jeździł po Związku Radzieckim. Po różnych republikach jeździł. I zostawił mnie. Słuchajcie w 1989 r. miał  radio japońskie, którego ja na oczy nie widziałem tutaj w Polsce. Zaglądałem do kodeksu to były takie magazyny gdzie można było kupić towary zagraniczne m.in. radia. I dał mi takie kolumny wystawione na zewnątrz, mikrofony, które działały do 100 metrów. Duży kościół głowa przy głowie, na cmentarzu wokół tego kościoła masę Polaków i ja jestem sam. I mało tego, msza po mszy, jeszcze ślub się zwalił na głowę. Wszyscy, dzieci czy młodzież  patrzą co to jest. Bo np. były śluby takie, że tak jakby przychodzili i od razu trzeba było dać ślub. Bo np. ktoś przyjechał z Rosji do swojej dziewczyny ponad 1000 km i już uzgodnili, że wezmą ślub w kościele katolickim, on nie ochrzczony to trzeba było udzielić chrztu, trzeba parę słów powiedzieć co to jest małżeństwo, pierwsza komunia święta, spowiedź - to wszystko na głowie. Trzeba było to jakoś poukładać. Np. pogrzeb jest w parafii, kilka pogrzebów jednego dnia, parafia sięgała 30 km, jak tu teraz połączyć? Mam w kościele w Polsce msze dla jednego zmarłego. Musiałem to wszystko przestawić na liczbę mnogą. I te trumny tam w kościele stoją jedna obok drugiej więc zupełnie inne duszpasterstwo. I w takim samym ubraniu przystępują- w takim jak wy tu dzisiaj jesteście – do Sakramentu Małżeństwa. Dlaczego? Dlatego, że ktoś ich może śledzić. U nas nie było takich spraw jak w Grodnie. Dawałem chrzest dla ponad 20 dzieciaków. Tam się nie spisywało do ksiąg parafialnych, że ktoś przyjął chrzest. Nawet z Polski przywiozłem obrazki, to chciałem im dać, nie chcieli brać. Dlaczego? Bo będzie może rewizja, ktoś ich nagle zatrzyma „A co ty tam robiłeś w kościele?” . Gdzieś zajechałem i odprawiałem msze to przed kościołem stali i młodzież odpędzali od kościoła a matki broniły. Taka była tam sytuacja. Przyjechałem do Polski a wychodził wtedy w Polsce taki niezależny miesięcznik Respublica i była tam taka informacja „Jeżeli masz problem, którego sam nie możesz rozwiązać zgłoś się do nas, my ci pomożemy” i kiedy przyjechałem z tego Związku Radzieckiego to dwa razy w tym samym tygodniu poszedłem właśnie do redakcji żeby mi pomogli. A pani była bardzo bystra, miała jakiegoś znajomego inżyniera i ściągnęła tego inżyniera. Chyba 3 godziny tam czekałem i mówię, że potrzebny mi nadajnik radiowy. On mi zrobił taki nadajnik radiowy za 100 dolarów. Wtedy dolar to jedna dniówka robocza a dziś 4 zł. On mi zrobił tej nadajnik za 100 dolarów gdzie w jedną stronę 5 km był odbiór a w drugą stronę 30 km. Ale później szybko ściągnęliśmy odbiornik z Włoch, który do tej pory pracuje. Ten inżynier też parę tygodni po tym nadajniku, który mi zrobił, przyjechał do  ustawienia tego odbiornika bo program zacząłem nadawać w 1989 roku w listopadzie. I to  on mi przywiózł maleńki nadajnik telewizyjny. Mniejszy od laptopa. I można było nadawać 4 programy telewizyjne. O zasięgu 5 km.  W Trybunie Ludu, był to organ partii, Polskiej Partii Zjednoczonej, komunistycznej  pisali o mnie, że jestem piratem radiowym. Kiedy przez parę miesięcy ten  program telewizyjny nadawałem miałem też telewizję satelitarną, kiedy jeszcze  nie można było spotkać tej telewizji. To tam były programy dla dzieci, sportowe, dużo w języku angielskim. Program był w lepszej formie nadawany niż polska telewizja wtedy w 1989 roku.

Jak człowiek działa, są jakieś problemy trudności to wtedy człowiek pracuje, ma kontakty z różnymi ludźmi np.  była młodzież, która chciała studiować socjologię, psychologię, rolnictwo a trudno było się dostać na uczelnie to np. wyrabiali dokumenty, takie nielegalne, w tych czasach komunistycznych dla młodego człowieka dla dziewczyny czy dla chłopaka, że są w zakonie. Dlatego, że np. na Kul-u to przyjmowano świeckich studentów np. tylko na pierwszy rok 5 osób a jeżeli będzie to osoba duchowna to bez ograniczeń. Chodziło tylko o taki świstek, że iksiński jest kandydatem do naszego zakonu, jest data, pieczątka i człowiek jest przyjęty. Żeby tylko zdał egzamin. W ten sposób sporej liczbie młodzieży udało się. A jeżeli chodzi o świeckie np. studia w SGGW to przyjeżdżali profesorowie i mówili jak ksiądz ma jakąś ciekawą młodzież to niech ksiądz do nas skieruje. Oni z Warszawy nie chcieli przyjmować bo oni się nie znają na rolnictwie. Natomiast młodzież ze wsi, niezepsuta, pracowita. Dawniej trzeba było rano wstać, zjeść śniadanie, książki zapakować, do autobusu dojść parę km, dojechać do szkoły, po obiedzie do roboty a wieczorem odrabiać lekcje, tak było. Cenili młodzież , że jest pracowita ze wsi, jest niezepsuta ma zasady moralne. Oni z chęcią ją przyjmowali.

- A SB i MO rewidowała czasami Pana dom?

Ile razy. Był taki czas, że co tydzień o godzinie 2  kiedy się dobrze śpi w nocy oni przyjeżdżali, stukali do drzwi, raz mnie na kryli jak w kościele na strychu drukowałem ulotki bo ich ktoś naprowadził to mnie zabrali, przyjechali 3 samochodami, powielacz był schowany w szopce i przykryty sianem. Bibuła to ulotka. Wywieźli mnie do Radomia o godz. 2 w nocy  a potem wypuścili o 11 przed południem bo ludzie dzwonili do biskupa, że księdza zatrzymali i mają zamiar zatrzymać a biskup mówi „No tak ale jutro Matki Boskiej Gromnicznej, ludzie przychodzą do kościoła to do was przyjadą ci ludzie i będziecie mieli problemy”. I mnie zwolnili.

Kiedyś prowadziłem, kiedy kościoła nie było pogrzeb człowieka, który handlował, wszystko ludziom załatwiał no i zmarł. Jak się wjechało na tę „siódemkę”, a „siódemka” to dzisiaj nie jest taka jak wtedy była. To była polska droga. Jak ktoś wjechał ze słomą to całą drogę zablokował. No i idę te 10 km do tego kościoła i w drodze gdzieś tak 4 km uszedłem do kościoła, ktoś zajechał saniami i mówi proszę księdza masę ubeków i milicji jest w Jasieńcu. Na pewno księdza zamkną, a ja miałem te 3 miesiące aresztu na Rakowieckiej, i tak myślałem że mnie za te filmy przymkną i powiedziałem temu gospodarzowi do kogo on ma się zwrócić. Bo widziałem, że ten gospodarz przyjechał na ten pogrzeb saniami, ze swoja żoną i powiedziałem żeby jeszcze była chustka jakaś dodatkowa. Pogrzeb odprawiłem i był żywopłot taki wysoki. Żywopłot przeskoczyłem , sanie są, gospodarz jest, kobieta też jest a ja chustę na głowę i jadę ponownie do Zbroszy. I po drodze napotykam 3 posterunki milicji no i spokojnie przejechałem. Chłopina jedzie, dwie babki wiezie ze sobą. I potem jest taka scena w Zbroszy rozniosło się, że zamknęli księdza. Po pogrzebie gdzieś nam zginął, porwali go. Przyszli do mnie no i ja to wszystko opowiedziałem.

- Które przedsięwzięcie było takie najtrudniejsze?

Kiedy zamknęli kaplicę i ja nie wiedziałem co  mam zrobić i miałem dołek psychiczny.

- Czy lubi Pan grać w piłkę nożną?

Jak tylko zostałem księdzem to siatkówkę sobie kupiłem, że dla ministrantów będzie. Ale byłem zajęty innymi planami i ta siatkówka była zwinięta. Był rok 2000 i miałem cmentarza 2 hektary i na połowie cmentarza zrobiłem boisko do piłki nożnej. Wyrosły chwasty, trawy, poprosiłem więc kogoś żeby to skosił. Trzeba było to zebrać. Poszedłem na pole i grabie. No już nie mam siły no to jadę do takiego chłopaka, który rozrabia. Pojechałem do niego i pytam może by pan dał transport pod boisko bo trzeba zebrać siano i to wywieźć. I oni po południu przyszli to wszystko zgrabili i zaczęli grać. I w ten sposób powstał klub sportowy i boisko z prawdziwego zdarzenia.

- O randze księdza niech świadczy fakt, że ci  którzy zamordowali księdza Popiełuszkę, interesowali się też księdzem. Może ksiądz  opowiedziałby o tych odwiedzinach.

Jakoś po śniadaniu wjeżdża samochód warszawa stara. I ten samochód był pomalowany w kropki. Kolorowe. Wychodzą trzej panowie, biorą z bagażnika dywan złożony i wchodzą i mówią, że przyjechali do mnie z polecenia księdza Popiełuszki bo on wtedy jeszcze żył. Czy by ksiądz kupił sobie taki dywan.  Czułem co się dzieje. A to był taki pomysł jak z księdzem Popiełuszką żeby zwinąć mnie w dywan i wrzucić do Wisły razem z kamieniami.

Był też taki chłopak niepełnosprawny, on miał problemy z głowa i miał kontakty z milicją, przyjeżdżał do mnie i chwalił się, że pisze wiersze i wyciągnął sznurek i mówi, że lubi pisać wiersze o sznurku. W lesie na pniu tam gdzie ludzie przechodzili  było napisane na dzikiej gruszy słowo kampf no i on mnie chciał za którymś razem zaciągnąć do tego lasu i ja już widzę że sprawa nieciekawa.  Pobiegłem do sąsiadów i mówię jaka sytuacja, jak oni go dopadli to już więcej nie przyszedł. Prawdopodobnie chciał mnie powiesić. SB tak działało.

- Miał ksiądz jakiś ulubiony przedmiot w szkole?

Polski, humanistyczne przedmioty, historię. Seminarium potem to był całkiem inny świat.

- Jak ksiądz w dzieciństwie spędzał czas?

Przez całe wakacje do 15 sierpnia trzeba było chodzić do kościoła 6 km pieszo. 140 osób przystępowało do komunii. Dzieci wchodziły gospodarzom na pole i zrywały strąki grochu i on na nie naskarżył. Proboszcz następnego dnia przychodzi i mówi, że każda parafia ma mieć krzyż, z tym krzyżem macie wychodzić ze wsi i nieść ten krzyż do kościoła i do domu też wracać z krzyżem. Komunia wyglądała tak, że już  o godz. 7 w kościele. Trwała godzinę. Zwykła msza święta. A po powrocie trzeba było paść gęsi, kury kaczki indyki. To było utrzymanie dzieci.

- Jak wyglądała inwigilacja przez SB?

Ludzie byli zmęczeni SB-kami. Zawsze byli tajniacy, którzy patrzyli czy ktoś z opozycjonistów nie jedzie do Zbroszy. No i informowali.

- Dyskoteki w kościele?

Było różnie. W stanie wojennym nigdzie nie było zabaw. Było zabronione. Tylko ja organizowałem dyskoteki. I one miały trwać tylko do godz. 23.00. Jak ktoś przyszedł podpity i nie można było wpuścić na dyskotekę to podchodziłem do niego i mówię, że ja cię wpuszczę ale dookoła kościoła zrobisz 10 okrążeń. Ale raz była taka sytuacja: Stoję na bramce w drzwiach kościoła przychodzi chłopak z dziewczyną i swoimi kolegami no i rozmawiamy. Wszystko było dobrze i nagle dostałem w gębę. Szybko poszedłem do domu, żeby przyłożyć coś do guza. Następnego dnia miałem wygłosić kazanie. Zapomniałem tego kazania. Mocno dostałem. Dyskoteka została odwołana.

- Jak ksiądz radzi sobie w trudnych sytuacjach życiowych?

W ciszy i skupieniu jest nasza moc. To są słowa proroka Izajasza. Jak są trudności to radzę ZAJRZEĆ DO KSIĘGI PSALMÓW. Wspominać przodków to też jest ważna rzecz.

W seminarium mówiono nam na temat życia księdza, że przychodzi kryzys. Duch, psychika musi być pielęgnowane. A będę pielęgnował w ten sposób jak znajdę czas na modlitwę,  wyciszenie.

Jak przyszedłem do Zbroszy to sadów tam nie było, utwardzonej drogi nie było, niektórzy uprawiali truskawki, kartofle. Człowiek ludziom jest potrzebny. Niepokoi mnie co się dzieje w tym świecie - związki małżeńskie, partnerskie, że skaczemy sobie do twarzy.  Ale z tym trzeba żyć i sobie z tym radzić.

- Jak przebiegały spotkania klubu anonimowych alkoholików?

Ci co się wydostali z tego nałogu, kiedy opowiadali to  było lepsze kazanie niż ksiądz głosi. Przyjeżdżało ich dosyć sporo ale niektórzy ukradkiem popijali.

Też jest ośrodek dla niepełnosprawnych. Młodzież czasem przychodzi i pomaga.

- Czy miał ksiądz rodzeństwo?
Tak, czworo , dwie siostry i dwóch braci.

- Jak ksiądz wspomina Jana Pawła II i Kardynała Wyszyńskiego?

Kardynał Wyszyński był dla mnie wielkim oparciem. Mówił bądź grzeczny dla nich, grzecznością zwyciężysz SB-ków. Też przyjeżdżał do Zbroszy kilka razy. Jak był w Rzymie mówił, że z Papieżem Janem Pawłem II rozmawiał na mój temat przy śniadaniu.

- Jak mówili do Pana przyjaciele i rodzeństwo?
Mówili na mnie Czesiek.

sadlowski zapowiedz spotkanie przez dyrekcje

sadlowski mlodziez z zainteresowaniem slucha opowiesci ksiedza

sadlowski ksiadz opowiada