Szymon Hołownia w Bibliotece Publicznej w Grójcu

Holownia male

 

Jezu wierze Tobie-
rozmowa Szymona Hołowni z Czytelnikami

 

Szymon Hołownia napisał 16 książek. Ma dwie fundacje. Od 4 lat pracuje w 11 miejscach w Afryce. Ma pod opieką i finansuje sierociniec Kasisi, hospicjum w Ruandzie, szpital w Kongo, ośrodek dla trędowatych, ma wiejską aptekę na północy Kongo oraz spółdzielnie rolniczą, którą teraz rozkręca. W Senegalu wziął pod opiekę szkołę zawodową dla dziewczyn, które uczą się tam na gospodynie domowe. Dziennikarz, publicysta. W 2016 został odznaczony Odznaką Honorową za Zasługi dla Ochrony Praw Dziecka.

Od 40 lat próbuje być chrześcijaninem i bardzo różnie mu to wychodzi. Im dłużej idzie tą drogą, tym bardziej jest przekonany, że jest na jej początku.

Kiedy patrzę na obraz Jezusa, to tak naprawdę czytam „Jezu ufam sobie”. Kiedy człowiek modli się do Boga i mówi „Bądź wola Twoja, bądź wola Twoja” to tak naprawdę modli się o spełnienie swojej woli. Z jednej strony chce mu ufać, ale z drugiej strony, mu nie ufam, bo nie potrafię. Ta sprzeczność będzie chyba z nami do końca w mniejszym lub większym stopniu. To, co Jezus mówi o tym, że jak się nie staniecie jak dzieci, mam wrażenie, jest jedną z takich najgłębszych i najmocniej pomijanych i wypieranych przez nas spraw. Tu nie chodzi o infantylizacje całej tej sytuacji, tylko chodzi o to, żebyśmy to wszystko rzeczywiście uprościli do takich rzeczy, że ja Ci ufam – tak jak pisze cytując jednego z moich znajomych: „Wierzę Ci bardziej niż temu, co widzą moje oczy”.

Chrześcijaństwo nie polega na tym, że się wierzy w istnienie Boga, bo demony też wierzą, o czym mówi nowy Testament. One wierzą i drżą. Szatan też jest wierzący, ale niepraktykujący. Cała rzecz nie polega na tym, żeby powiedzieć Jezu wierzę, że Ty jesteś, tylko – Jezu wierzę Tobie. Chrześcijaństwo to nie jest światopogląd, to nie jest moralność. W Ewangelii jest człowiek, który jest doskonały moralnie, który wszystko spełnia, wszystkie nakazy, prawa z nawiązką. I został chrześcijaninem? Nie został. Istotą chrześcijaństwa jest relacja.

Zapomnieliśmy o tym, żeby się lubić, jako ludzie. To nas zgubi, bo prędzej czy później to, co się w tej chwili dzieje, musi doprowadzić do eskalacji. Ze słowami tak jest, że nie można ich rzucać bez końca na wiatr. Ludzie jak cos powiedzieli mocno to za chwilę będą chcieli powiedzieć to jeszcze mocniej. A w pewnym momencie dojdą do końca słów i się zaczną czyny, zacznie się wojna.

Mam wrażenie, przepraszam, że powiem to tak dobitnie, że nam się w głowach poprzewracało. Od tego spokoju, który mieliśmy ostatnio i od tego, że żyjemy w takim zakątku świata jak żyjemy. Znudziło nam się to, więc postanowiliśmy teraz zafundować sobie emocje. Niestety mogą one się skończyć bardzo, bardzo źle. W tej chwili niczym nie różnimy się od Ruandy w 1995, gdzie jedno plemię nienawidzi drugiego plemienia. Pierwszy raz dociera do mnie, że mogę być tym pokoleniem, które będzie oglądało wojnę na świecie i u Nas w kraju. Są to ostanie miesiące albo lata, kiedy coś jeszcze można z tym zrobić, kiedy można ten szalony pociąg zatrzymać. Musielibyśmy wtedy wyjść z tych butów, w które weszliśmy i zdecydować, że nie potrzebujemy kolejnego Mesjasza na czele Naszego Narodu i kolejnego zbawcy, który nam będzie zbawiał historię albo będzie zbawiał przyszłość, tylko potrzebujemy normalnego człowieka, który nas nauczy na nowo się lubić.

Jak zrodził się pomysł, aby prowadzić fundacje?

Pojechałem pisać reportaż do „Last Minute” o siostrach, które mają sierociniec Kasisi. Zobaczyłem laboratoryjnie robione czyste chrześcijaństwo, bez słowa, bez katechez, bez transparentów – Jezus żyje, bez radia katolickiego, bez gazety katolickiej. Po prostu od rana do nocy żywe chrześcijaństwo w pigułce. Uśmiech, zmęczenie, praca, modlitwa, przyjmowanie gości, przewijanie niemowlaków. I tak sobie pomyślałem, że chciałbym być częścią tego w jakiś sposób. Mam pieniądze, bo wtedy jeszcze miałem pieniądze, więc może bym coś kupił. Siostra powiedziała, że umierają nam noworodki, więc potrzebujemy inkubatora. Pojechałem, wypłaciłem pieniądze, kupiłem inkubator. Inkubator przyjechał, byłem najszczęśliwszy na świecie. Ale to się zaraz skończyło, bo zadzwoniłem do Polski i wszyscy mnie zaczęli opieprzać, że Hołownia oszalał, pojechał murzynom rozdawać pieniądze. I wtedy to szczęście sflaczało. Poszedłem do kaplicy i siedziałem tam 3 dni i stwierdziłem, że nie będzie nikt mi zabierać z tego radości. Potem wyremontowałem szpital dziecięcy – 90000 zł. Pieniądze się mi skończyły, ale trzeba było kupić wiele innych potrzebnych rzeczy. Więc założyłem fundację. I tak zaczęła się moja epopeja z pomaganiem, fundacjami, nauczeniem się pomagania.

Co to jest miłosierdzie?

Jest pewna kobieta, której zabito całą rodzinę. Była w czwartym miesiącu ciąży. Oprawcy skakali jej po brzuchu, żeby zabić to dziecko. Pokazywała mi zdjęcia swoich dzieci w dniu komunii. Wyciągnęli te dzieci z grobu, były w tych samych garniturkach, jak przystępowały do tej komunii w niedziele. Ta kobieta, co tydzień chodzi do więzienia nosić jedzenie tym, co jej to zrobili. Wyobrażacie to sobie? To jest miłosierdzie. Chrześcijaństwo jest czymś więcej niż byciem dobrym człowiekiem a bez bycia dobrym nie da się być chrześcijaninem. Musimy rozgraniczyć dwa porządki, porządek moralny i porządek wiary. Jeżeli mówimy o porządku moralnym to rękami i nogami podpisze się pod tym, że najważniejsze jest to żeby ludzie byli dla siebie dobrzy, żeby nie byli dla siebie źli. A dlaczego chciałbym żeby tacy byli? Dlatego że mi lepiej by się żyło na tym świecie, z czystego egoizmu. Bo wtedy wiem, że ktoś, kto wyciągnie do mnie rękę, nie chce mi nią walnąć tylko chce mi coś dać.

Łatwiej jest być dobrym czy złym?

Moim zdaniem łatwiej jest być dobrym a trudniej jest być złym, w zależności od tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy, nie ma generalnych odpowiedzi. Moralność to jest jedno, relacja z Bogiem to jest drugie i powinno razem współwystępować. Natomiast ja, w moich doświadczeniach, jakie mam, zawsze pierwszeństwo będę przyznawał temu, jak człowiek się zachowuje w normalnych relacjach, a nie jaką ma denominację religijną.

Czy pan wierzy w to, że mamy wolną wolę?

Jestem głęboko przekonany, że mamy wolną wolę. Ludzie dochodzą do człowieczeństwa w tych warunkach, w których są. Proszę przeczytać sobie w „Jak robić dobrze” jak pisze o pacjencie Franku z Kasisi. Trafił do nas z jednym płucem, z HIV, gruźlicą, nie miał paznokci, bo miał taka grzybicę. Miał grzybice przełyku (…) i był jedna wielką agresją, która nie chciała żyć. Nie brał leków, wyrzucał. Siostra go przekonała, że nam na nim zależy. Chłopak umarł jak miał 18 lat. Widziałem kilkanaście razy i gwarantuje, że w życiu nie widziałem bardziej spełnionego człowieka, który nigdy nie skończył żadnej szkoły, nigdy nic nie osiągnął, nigdy nie wystąpił z żadnej telewizji, nigdy się z nikim nie związał, nic nigdy w życiu nie zrobił a urodziwszy się w Zambii, nie mając nic, osiągnął pełnię człowieczeństwa.

Czy może Pan opowiedzieć o swoich przygodach związanych z Afryką i pomocą?

Afryka jest fascynującym kontynentem, takim, który nauczył mnie myśleć out of the box „poza pudełkiem”, czyli niekonwencjonalnie. Siostry mnie straszyły, bo myślały, że przyjedzie dziennikarz i będzie im bruździł. Straszyły mnie w taki sposób, że „będzie pan się opiekował noworodkami a tam w nocy przychodzą węże i kąsają”. One robiły wszystko żebym ja tam nie przyjechał. W Afryce nauczyłem się jak sobie radzić z różnymi lękami. Tam jest dużo węży, bardzo często mam z nimi do czynienia. Jak przychodzę do domu to najpierw sprawdzam kąty, bo one zwykle tam się gdzieś chowają. W Afryce saharyjskiej zużywa się 5 litrów wody dziennie. W porównaniu u nas 200 litrów dziennie każdy z nas. Tam nie ma wody, dzieci noszą wodę, bo rodzice pracują w polu albo są zajęci innymi rzeczami. Dzieci nie chodzą do szkoły w związku z powyższym, musza taszczyć wodę. I proszę sobie teraz wyobrazić, że studnia jest 20 km od wsi. Żeby donieść wodę dziecko musi przejść 40 km i jest 50 stopni w słońcu albo 60 a ono ma 5 lat i ma dwie bańki takie 5 litrowe żółte i ciągną to za sobą. Jeden gość w Afryce wymyślił coś takiego, że jeżeli dzieci nie chodzą do szkoły, bo chodzą po wodę, to on będzie kopał studnie przy szkołach, żeby dziecko szło do szkoły, nabierało tam wody i wracało z wodą do domu. Skonstruował taką pompkę, która się napędza tym jak dzieci się bawią na karuzeli. Jest plac zabaw, dzieci się bawią i produkują energię a pompa pompuje wodę. Jak rozwiązał problem, że dzieci dźwigają tą wodę w baniach? Skonstruował piłki gumowe, które się napełnia wodą i dziecko nie idzie z baniakiem, tylko kopie piłkę z wodą. Potrzeba matką wynalazków. I to jest właśnie fajne, że spotykam tam ludzi, którzy nie siedzą i nie jęczą tylko próbują cos zrobić.  W Afryce często mówią, że „wy macie zegarki a my mamy czas”, „wy macie swoje sukcesy a my jesteśmy szczęśliwi”. Pamiętam jak 20 lat temu robiłem reportaż na onkologii dziecięcej i była taka scena, którą mi pokazała lekarka- wózek, na którym podaje się obiad jeździł od ściany do ściany. Bawiło się nim dwóch chłopców. Jeden nie miał nóg, drugi oczu i jeden robił za nawigacje a drugi pchał wózek. Widziałem dzieci pocieszających rodziców mówiących mamo nie martw się ja umieram, babcia umarła i ja też umrę. Był taki chłopiec w Kasisi, który ciężko chorował. Nie dało się nic zrobić, cierpiał. Gdy umarł wyszedłem na zewnątrz i płakałem i nagle ktoś pociągnął mnie za rękę. Był to starszy chłopiec, który też jest bardzo chory i mówię mu „czy nie widzisz co się przed chwilą stało, ten chłopiec umarł” a ona mi odpowiada „wiem, ale ja żyję”.

Miał pan taki moment, że się pan poczuł jak w domu? Nie jako gość, nie jako dziennikarz? Kiedy dzieci zaakceptowały pana?

Tak, bardzo szybko. Czuję się w tych miejscach jak w domu. Mam tam swoje miejsce, gdzie zawsze śpię, taki swój pokoik. Myślę, że dzieci traktują mnie jak domownika od dawna. Myślałem, że jak będę jeździł jeden raz na trzy miesiące to będzie ok. Teraz mamy marzec, a ja tym roku już byłem tam 4 razy. Do Kasisi jeżdżę jak na rekolekcje, nawet jak jadę na 24 godziny albo na 48 to wracam jak zrobiony na nowo. To jest takie miejsce, że zanurzasz się tak w czystym chrześcijaństwie, że wracasz i myślisz sobie: Boże jestem nowy. Lubię tam jeździć. Teraz jadę w maju, ponieważ na początku miesiąca, będzie otwarcie takiego domu, który papież nam pomógł wybudować. Ten dom jest dla dziewczyn, aby wyrwać je z takiego kołchozu, gdzie wszyscy śpią ze wszystkimi i bawią się i uczą się. Będą miały swoje pokoje, swoją kuchnię, salon gościnny, pokój do nauki, żeby nauczyły się wchodzenia w dorosłość, samodzielności i odpowiedzialności.

Rozmowa została zarejestrowana podczas spotkania w Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Grójcu dnia 23 marca 2017 r.

Holownia dyrektor biblioteki zapowiada autora

Holownia podczas opowiadan o swoim zyciu

Holownia dyrektor biblioteki przygotowuje sie do wreczenia upominku

holownia podpisuje mlodziezy ksiazki

Holownia zdjecie z dyrektor biblioteki

Holownia zdjecie z mlodszymi czytelniczkami

Holownia podpisywanie czytelnikom ksiazek

Holownia podpisywanie czytelnikom ksiazek2