O Laur Jabłon - wiersze Pani Urszuli Kopeć-Zaborniak

27 maja 2013 roku w Miejsko-Gminnej Bibliotece Publicznej w Grójcu rozstrzygnięto XXXIII Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Laur Jabłoni”. III nagrodę zdobyła pani Urszula Kopeć-Zaborniak z Kowalówki w woj. podkarpackim. Dziś prezentujemy wiersze  jej autorstwa.

Godło; wiewiórka bez oka
                                                     złodzieje  palców
jeszcze tylko gałązka jałowca do ognia. mała ofiara
by wrócić.

zmrożone wskazówki uparcie torują drogę po tarczy
niczym szerpa. rozpoczyna się gra w rosyjską ruletkę
z lodospadem. on nigdy nie zasypia. pomrukuje.
trzaska ciszę w policzek.

wśród skał pozują poskręcane rzeźby. a imię ich iglica
szklistego lodu. na tej wysokości nie rośnie już nic.
nawet bez zapomina że pachnie.

spust broni naciśnięty. wygrana lubi czarny kolor
palców.

                             pytanie o wczorajszy oddech

pamiętam płot z malw
tańczący wieczorową porą do sonaty świerszcza.
nerwowo zdmuchiwał z ramienia desant spadochronowy
siana uciekający przed wrogiem ukrytym w sąsieku.
nieraz widziałam jak babcia wiesza na nim troski
i to tak płynnie jakby zakładała garnki na sztachety
żeby szybciej wyschły.

pamiętam dziadka
siedział na tarasie i walczył z chwastami buszującymi
w polu. zaciskał w dłoniach przestraszone kłosy
i badał ich tętno. był gotowy do natarcia. spojrzeniem
inwentaryzował drzewa podpierające sklepienie.

zapytaj mnie proszę
przynieść ci jeszcze takie chwile?

Godło; wiewiórka bez oka

                                    sczerniałe drzewo

uderzona piorunem
powoli oddaję drewniane wnętrzności zgniliźnie
ale żyję. świat przechodzi pod gałęziami
jak niemy film. noc liże rozłupaną korę.

rosa atakuje trawy. szukam w niej lustra by dotknąć
twarzy. zamiast ucha odnajduję odstającą gałąź wisielca.
słyszę nawet brzęk trzydziestu srebrników.
to paranoja zamiata ostatnie liście pod miedzę.

zgnilizna namiętnie wsysa się w słabe łyko.
podparta kopią szaleńca z La Manchy walczę
z wiatrem. wszędzie widzę bagno.

może zrobią ze mnie huculską trembitę?
ubiorą w brzozową skórę i uwolnią dźwięki?

uderzenie nie zawsze zabija. usłyszałam.
czasami tylko wyrywa ze snu oczy.


                                                 podróż z chochołem

wysiadłam w noc. kolejna nieuważna zmiana przestrzeni.

głośny gwizd. hamulec rysuje powietrze. pociąg
wypluwa mnie na peron i szybko wślizguje się w ciszę.
kołysze sprasowane życiem twarze zatopione w uśpieniu
jak po weselu.  

stacja jak stacja. ciągle tkwi  w tym samym miejscu.
czeka na zmiany. na taxi które nie pomyli drogi i przyjedzie.

ciągnę zbuntowany bagaż. kamienie rozdrapują
mu skórę. blizna to nie tatuaż. nie jest w modzie.
ale gdzieś trzeba iść.

w oddali nadaje oszronione strachem światełko.
czy to możliwe że ktoś jeszcze nie śpi?


Godło; wiewiórka bez oka

                                        walizka bez zamknięcia

opuszczam nogi na śliską podłogę rozkrzyczanego dnia.
zbaraniała skóra ucieka pod ścianę i patrzy bykiem.
strażnik raju spija zapach porannej bezkofeinowej kawy
a zaokrąglony od dziecka zegar udaje że zaspał i się spieszy.

krok za krokiem pochłania mnie to co inaczej zaplanowałam.
nawet wczorajsze last minute  do Rumunii też już odjechało.
samo będzie w Suceavica liczyć szczeble na Drabinie Cnót.

uparcie ciągnę za sobą walizkę kupioną na wyprzedaży.
to cena za niezależność gdy podróżuje się na gapę.
czas za oknem ucieka po drzewach. obserwuję go
ale niczego mnie nie uczy. wstrzykuje strach.  

i to zepsute zamknięcie.