„Ogórkowa z koperkiem” na I nagrodę!

laur jabloni 2013 2mŻart? Konkurs kulinarny? Pokaz mistrzów kuchni? Nie, nie i jeszcze raz nie! To zmagania mistrzów pióra.

Takim właśnie „smakowym” pseudonimem opatrzony został zestaw wierszy, który zdobył I nagrodę w XXXIII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Laur Jabłoni”. Po rozpakowaniu koperty z godłem okazało się, że autorem jest pani Katarzyna Zając z miejscowości Ozimek na Opolszczyźnie. Poetka publikowała wcześniej w pismach literackich, zdobywała nagrody. Teraz stała się zwyciężczynią konkursu, mającego już dziś, jak podkreśliło Jury, osiągnął status jednego z najważniejszych zmagań poetyckich w Polsce.

 Świadczy o tym wysoki poziom nadesłanych utworów, a także liczba wierszy. Na adres organizatora – Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Grójcu wpłynęło 220 zestawów zawierających 894 utwory poetyckie. Zatem Jury, któremu przewodniczył pan Zbigniew Milewski - poeta, krytyk literacki, obecnie Sekretarz Generalny Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, wykonało żmudną pracę. Podczas obrad 27 maja inni członkowie tego szacownego gremium: pan Jarosław Trześniewski-Kwiecień – poeta, prezes Związku Twórców Ziemi Zawkrzeńskiej oraz pan Andrzej Wołosewicz – krytyk literacki, zastępca redaktora naczelnego „Aspektów Filozoficzno-Prozatorskich”, współtwórca portali poetyckich, wnikliwie dyskutowali nad pretendentami do kolejnych nagród. Zdecydowali, aby II nagrodę przyznać  „Księciu Kaspianowi”, czyli panu Krzysztofowi Ogonowskiemu z Warszawy, a III nagrodę -  pani Urszuli Kopeć-Zaborniak z Kowalówki w woj. podkarpackim, która użyła godła „Wiewiórka bez oka”.

Komisja przyznała też trzy wyróżnienia. Otrzymali je: „Amerton”, czyli pani Marzena Jaworska
 z Warszawy, pan Stefan Mikołajczak z Lesznowoli k/ Grójca, używający pseudonimu „Achmatowa”, oraz pan Roman Rzucidło z miejscowości Złotogłowice, niedaleko Nysy, który posłużył się godłem „Pościg trwa”.

Nagrodę specjalną za zestaw wierszy o tematyce grójeckiej otrzymał twórca z … Poznania – pan Waldemar Konieczny. On swój zestaw podpisał pseudonimem „4Est”.

Jury postanowiło też wskazać zestawy wierszy, które były brane pod uwagę do nagród i wyróżnień. Zostały one opatrzone następującymi godłami: „AAA” (z Piotrkowa Trybunalskiego), „Mefisto” (z Wrocławia), „Burak” (z Karpacza) „Cierpki_oxymoron” (z Radomia), „Dziki ryż” (z Krakowa), „Kaszalot” (z Mińska Mazowieckiego), „Tryb awaryjny” (z Radomia), „Szałwia” (z Krakowa), „Beethoven” (z Tarnobrzega), „Formacja” (z Konstancina-Jeziorny) oraz „Monada” (z Zielonej Góry). Widać zatem, że konkurs ma zasięg ogólnopolski.

Jury oraz organizatorzy gratulują laureatom i zapraszają do kolejnej edycji konkursu.

 

Godło: Ogórkowa z koperkiem


Symptomy

Duszno. Idziemy wzdłuż rzeki.

W wodzie odbija się niebo,  moja sukienka,
talie tataraków. A jeśli teraz myślisz o innej kobiecie?
Przypominasz sobie gest, jakim poprawiła kołnierzyk,
dotyk cynamonowych palców. A jeśli w jednym błysku
słońca nagle wiesz, że o niej nie zapomnisz?     

Dopóki wypatruję w sytuacji lirycznej nadziei,
nadal chcę pisać o tym, że idziemy razem.
Srebrzysta wstęga wyrównuje nasze kroki,
splata cienie. Jednak, gdy myślę o puencie,
zapisuję na kartce wciąż to samo:    

zostaliśmy wciągnięci w wir
zdarzeń. Wieczorem rozpęta się burza.

Urlop z Tomaszem Mannem

W lipcu czytam Czarodziejską górę.

Z Hansem jadę z wizytą do sanatorium dla gruźlików.
Owijam się pledem, sporządzam wykresy temperatury,
wdycham górskie powietrze. Liczę dni do odjazdu.

W lipcu mówisz, że w twoim życiu jest inna kobieta.

Wychodzisz. Gotuję zupę ogórkową. Połykam tabletkę.
Myślę, że nie zdążyliśmy razem wyremontować kuchni.
I że talerze nie nasze. I stół też nie nasz.

Nocami przewracam strony – na łóżku nie naszym.
Księżyc prześwietla na wskroś: mam plamy w płucach
i prątki we krwi.
 
W lipcu zamieszkuję na wysokości trzech tysięcy metrów.

Owijam się pledem, mierzę temperaturę, weranduję.
Dni nie liczę. Nie dziwię się, że u Hansa wykryto chorobę.
Lekarz mówi, że tu nikt nie zjawia się przypadkiem.

O zejściu nie ma co na razie myśleć.  
 
Pejzaż wewnętrzny: zapiski

Po raz pierwszy nie chcę pisać o makach,
łące zabarwionej sierpniem i matowym świetle.

Myślę, czy potrafię sama naprawić kran,
co zrobię, jeśli stracę pracę? Nim spostrzegę,
wplątuję to w wersy zamiast spaceru
i babiego lata.

Wciąż czytam Czarodziejską górę. Hans wyznaje
Kławdii miłość, kiedy ta opuszcza sanatorium.
Zostawia mu na pamiątkę swój rentgen:
teraz bez końca patrzy na jej płuca,
bijące serce, piękny zarys żeber.

Dlaczego nie zajrzałeś we mnie głębiej,
nim udaliśmy się w różne strony?

Zamieć

Że pory-roku... nie tylko
Są zamarzaniem i tajeniem wody
I -- że -- -- bicie serca?... -- chwilką!

*** (Co? Jej powiedzieć...) C. K. Norwid

Wierzę w odrodzenie przychodzące po zimie,
ale bardziej w błogosławieństwo padającego śniegu:
mleczny puch okrywa dachy, krzywy parkan
i trzepak. Prawie nie widać naszych śladów,
 
które prowadzą w stronę rzeki. Pamiętam dzień,
kiedy znów weszłam do tej samej wody, stałam naga.
Wyciągam stopę jak wtedy. Krucho. Trzeszczy.

Podajesz mi rękę. Jeszcze nie wiem,
czy mogę się oprzeć. Tego lata dotykałeś innej.
Idziemy dalej. Coraz bardziej śnieży:
miłość nie pamięta złego?

Aż po horyzont widać białe pola
niezapisanych kartek.


Sen o końcu świata

I.

Pierwszy dzień wiosny - rozpięte marynarki
i płaszcze, zwiewne pończochy i kolorowe pantofle.
A jednak nie jest zwyczajnie: ktoś mnie potrąca,
inni gdzieś biegną. Krzyczą. Wyjmują komórki,
klękają na chodnikach.

Nad miastem wisi coś ciężkiego i ciemnego.

Chcę zadzwonić, jeszcze tyle powiedzieć.  
Nie mogę się poruszyć. Patrzę - domy i ludzie
znikają wśród pyłu.

II.

Pierwszy dzień wiosny - robię śniadanie.
Siadamy razem przy stole: bagietki, mascarpone
i oliwki rozpływają się w ustach. Myślę o śnie.
Na ulicach niepokoją mnie marynarki, pończochy
i pantofle. Drżę, gdy obok dzwonią komórki.

Nad miastem błękitne niebo.

Nocą rozbierasz mnie. Próbuję tyle powiedzieć,
smakuję twoje ciało jak wino. Światło księżyca to stal,
która za chwilę spadnie na domy,

w każdym coś przetnie.